Aby skutecznie zmienić swoje życie na lepsze i pozbyć się reakcji lękowych, najpierw warto zrozumieć, dlaczego staliśmy się tacy negatywni. W końcu każdy z nas chce być szczęśliwy i żyć bez lęku. Zapewne wielu z was, którzy teraz przechodzą ten kurs, nie raz próbowało zmienić swoje życie na lepsze, spotykając się z ograniczeniami, które stawia przed nami natura.
Przedstawiając tę wiedzę, kieruję się też intencją, aby każdy, kto ją pozna, mógł być dla siebie łagodniejszy podczas tej drogi. Sam pamiętam, jak dużo razy wkurzałem się na siebie przez niepowodzenia i nieumiejętność ruszenia dalej w różnych sytuacjach, ponieważ czułem lęk i nie potrafiłem się przez niego przebić.
Od kiedy sam poznałem te mechanizmy, często obserwuję je w otoczeniu i widzę, jak kieruje się nimi świat. Jak nieraz przykre doświadczenie potrafi zabarwić obraz rzeczywistości i spowodować, że widzimy świat w znacznie ciemniejszych barwach, niż jest. Chcę, abyś wiedział, że to nie Twoja wina!
Mimo że posiadamy świadomość i zdolność świadomego wpływania na swoje życie, nadal jesteśmy w pewnej mierze warunkowani przez mechanizmy, które powstawały przez miliony lat, i chociaż nie jesteśmy w stanie ich wykorzenić, to na szczęście jesteśmy w stanie je zrozumieć i dostosować pod siebie.
Mózg myśliwego-zbieracza w XXI wieku
Zanim przejdziemy dalej, chcę abyś zrozumiał coś fundamentalnego: Twój mózg nie został stworzony do tego, abyś był szczęśliwy. Został stworzony do tego, abyś przeżył.
To może brzmieć brutalnie, ale jest to prawda, która zmienia perspektywę. Nasz mózg nadal działa w trybie "myśliwego-zbieracza", mimo że żyjemy w zupełnie innych czasach.
Z perspektywy dziejów ludzkości nasz obecny styl życia, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, funkcjonuje zaledwie chwilę. Pomyśl o tym: człowiek anatomicznie nowoczesny istnieje od około 300 tysięcy lat. Przez około 290 tysięcy z tych lat żyliśmy jako myśliwi-zbieracze. Rolnictwo? Powstało około 10 tysięcy lat temu. Miasta? Kilka tysięcy lat. Smartfony? Zaledwie 15 lat.
To zdecydowanie za krótko, żeby mózg mógł się w tym czasie aż tak bardzo zmienić i "zrozumieć" tą nową rzeczywistość.
Z perspektywy ewolucji 10 tysięcy lat to mrugnięcie okiem. Ewolucja działa powoli - potrzeba dziesiątków, a często setek tysięcy lat, aby zaszły znaczące zmiany w strukturach mózgu. Dlatego właśnie nosimy w sobie mózg skonstruowany dla zupełnie innej rzeczywistości.
Dlaczego mózg koncentruje się na negatywie
Dobrze, nie ma co się rozgadywać, przejdźmy do konkretów.
Obserwując siebie, bardzo łatwo zauważyć, że to, co negatywne, znacznie mocniej na nas oddziałuje i zapada nam w pamięć.
Kiedy ktoś nas pochwali, ale wplecie w to jakiś krytyczny komentarz, prawdopodobnie to właśnie na niego zwrócimy szczególną uwagę. Tak samo kiedy przez cały dzień udało nam się zrobić wiele dobrych rzeczy, ale w trakcie dnia gdzieś tam coś się nie udało i popełniliśmy błąd – nagle może nam się wydać, że cały dzień jest nieudany. A to przecież nieprawda.
Można to sobie łatwo wyobrazić: niemal każdy nosi w sobie jakiś żenujący moment – coś, co kiedyś powiedział lub zrobił, i co do dziś potrafi wrócić w myślach znienacka, mimo że to był tylko jeden krótki moment na tle setek zwyczajnych dni. Taki jeden niezręczny incydent potrafi "zabarwić" pamięć o sobie dużo mocniej niż wszystkie te dni, w których zachowaliśmy się w porządku – i wcale nie musi to być trauma, wystarczy drobna, głupia sytuacja, żeby mózg trzymał ją w pamięci latami.
Powstaje pytanie: skąd to się bierze?
Żeby to zrozumieć, trzeba cofnąć się dużo dalej niż do początków człowieka. Nasz mózg nie powstał w próżni – to efekt setek milionów lat prób i błędów, w których kolejne gatunki testowały, co pozwala przetrwać. Meduzy i małże uczyły się unikać zagrożenia na długo, zanim pojawił się mózg w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Jaszczurki, myszy, małpy, pierwsi ludzie – każdy kolejny etap dokładał swoją warstwę do tego, co już działało, zamiast zaczynać od zera. Twój mózg to w pewnym sensie żywy zapis tej całej historii – każda jego część nosi ślad rozwiązań, które kiedyś ocaliły życie jakiemuś odległemu przodkowi.
Życie naszych przodków nie było proste, ale nie przypominało też dzisiejszego pędu – nie znali pośpiechu, presji terminów ani powiadomień w telefonie, a naturę mieli dosłownie na wyciągnięcie ręki, nietkniętą i pełną. Mimo to codziennością było mierzenie się z realnymi zagrożeniami.
Świat, który już nie istnieje
Zagrożenia, z którymi mierzyli się nasi przodkowie, wyglądały zupełnie inaczej niż dzisiejsze. Żyli w niewielkich grupach i rzadko wchodzili w kontakt z obcymi – a kiedy już do tego dochodziło, konsekwencje bywały brutalne. Nie wszystkie spotkania kończyły się źle, część grup łączyła się pokojowo, ale badania nad społecznościami łowiecko-zbierackimi pokazują, że średnio co ósmy mężczyzna ginął w starciach między grupami. Dla porównania – w całym XX wieku, mimo dwóch wojen światowych, śmierć w konflikcie zbrojnym poniósł mniej więcej co setny mężczyzna.
Do tego dochodził głód, choroby, urazy bez dostępu do leczenia i poród, który równie dobrze mógł kosztować życie. Nie było ani leków, ani nikogo, kto mógłby przyjść z pomocą w nagłej sytuacji.
W takich warunkach mózg robił dokładnie to, do czego został "zaprojektowany" – uczył się i dostosowywał, żeby zwiększyć szansę na przetrwanie. I ten sam mechanizm działa w nas do dziś, mimo że warunki są zupełnie inne.
Dlatego tak mocno trzymamy się nieprzyjemnych doświadczeń. Pokłóciłeś się z kimś? Mózg to zapamięta, żebyś mógł wyciągnąć wnioski na przyszłość. Uderzyłeś się w słup jako dziecko? Następnym razem będziesz na niego bardziej uważał.
Negatyw silniejszy
Warto spojrzeć na to jeszcze z innej strony.
Aby geny mogły być przekazywane dalej, nasi przodkowie potrzebowali czegoś, co dawało im przyjemność i poczucie bezpieczeństwa – schronienia, jedzenia, bliskości z drugim człowiekiem. Ale jednocześnie musieli nieustannie mieć się na baczności przed zagrożeniem: drapieżnikami, głodem, agresją ze strony innych ludzi.
I tu pojawia się sedno sprawy – w tamtych warunkach większa czujność na zagrożenia po prostu bardziej się opłacała. Jeśli nie znalazłeś jedzenia dzisiaj, mogłeś spróbować jutro. Jeśli zignorowałeś drapieżnika, mogłeś nie dostać drugiej szansy.
Dobrze oddaje to znane powiedzenie z dzikiej przyrody: "zjedz obiad, albo sam nim będziesz".
Miliony lat, w których przetrwanie zależało od szybkiego rozpoznawania i zapamiętywania zagrożeń, sprawiły, że dziś jesteśmy na nie wyjątkowo wyczuleni. To dlatego w naszym mózgu na stałe zagościło nastawienie negatywne – i nadal wpływa na nasze życie, mimo że świat wygląda już zupełnie inaczej.
Widać to choćby wtedy, gdy planujemy wyjazd, szykujemy się na randkę albo siadamy, żeby zapłacić rachunki. A to właśnie ta sama, wyczulona na zagrożenia część nas – ta, która każe nam zapamiętywać i przeceniać ryzyko – jest fundamentem tego, co za chwilę nazwiemy po imieniu: lęku.
Potomkowie ocalałych
Podsumowując więc ten wątek, jak to świetnie powiedział psychoterapeuta Anders Hansen - "Jesteśmy potomkami tych nielicznych, którzy nie umarli przy urodzeniu, którym udało się wyzdrowieć ze wszystkich infekcji, którzy nie wykrwawili się na śmierć z powodu odniesionych ran, nie umarli z głodu, nie zostali zamordowani ani nie padli ofiarą drapieżników. Ty i ja jesteśmy ostatnim ogniwem w nieprzerwanym strumieniu ludzi, którzy pozostali przy życiu, gdy opadł dym pól bitewnych, skończyły się epidemie chorób zakaźnych i klęski głodu."
Można to sobie wyobrazić jeszcze bardziej konkretnie: każdy pojedynczy Twój przodek, przez ostatnie 200 tysięcy lat, musiał przeżyć wystarczająco długo, żeby mieć dzieci. Ci zbyt odważni? Zjedli ich drapieżniki. Ci za mało czujni? Nie przeżyli zimy. Ci, którzy nie bali się węży? Nie dożyli dorosłości. Ci, którzy ufali każdemu nieznajomemu? Nie mieli szansy przekazać genów.
A ci, którzy wzdragali się przed każdym cieniem, którzy sprawdzali każdy szelest, którzy uciekali przy najmniejszym podejrzeniu zagrożenia? Oni żyli dłużej. I mieli więcej dzieci.
Jesteśmy dziećmi ocalałych. Nasz mózg to mózg zwycięzcy - ale zwycięzcy w grze, której zasady już nie obowiązują.
Więc nie, nie jesteś "zbyt wrażliwy". Jesteś potomkiem tych, którzy przeżyli właśnie dlatego, że byli wrażliwi. Spora część naszej podatności na lęk – naukowcy szacują, że nawet 30-50% – jest uwarunkowana genetycznie, co oznacza, że wielu z nas odziedziczyło tę cechę po przodkach, którzy przetrwali właśnie dzięki niej.
Ale jaki to ma związek ze mną?
No dobrze, ale moglibyśmy sobie pomyśleć "ale jaki to właściwie ma związek ze mną?" przecież żyjemy w 21 wieku w którym zdawać by się mogło że od dawna takie zdarzenia nie mają miejsca i mózg mógłby się w końcu uspokoić. Nie być tak bardzo wrażliwy na wszelkie przejawy negatywu.
I tutaj, jak wspomina również Anders Hansen, musimy spojrzeć z szerszej perspektywy.
Współczesne zagrożenia vs. prastarszy system alarmowy
Paradoks polega na tym, że choć już nie gonią nas drapieżniki i nie żyjemy w ciągłym strachu o następny posiłek, nasz system alarmowy pracuje pełną parą. Dlaczego?
Bo teraz zagrożenia są bardziej subtelne, ale wszechobecne:
- Ciągły stres związany z pracą i finansami
- Bombardowanie informacjami przez media (które uwielbiają negatywne newsy, bo... aktywują nasz system alarmowy!)
- Niepewność przyszłości
- Presja społeczna i porównywanie się z innymi (zwłaszcza w mediach społecznościowych)
- Złożone relacje międzyludzkie
- Brak ruchu i kontaktu z naturą
Dawniej reakcja "walcz albo uciekaj" sprawdzała się świetnie, bo świetnie pasowała do tego, z czym się mierzyła: prostych, fizycznych zagrożeń, które kończyły się w ciągu kilku minut, tak czy inaczej. Uciekłeś albo wygrałeś starcie – sprawa była zamknięta.
Problem w tym, że forma zagrożeń się zmieniła, a mechanizm w naszej głowie – nie. Współczesne wyzwania mają dwie cechy, których stare zagrożenia nie miały: ciągną się długo (problem finansowy czy napięcie w pracy potrafi trwać tygodniami, nie minutami) i rzadko są fizyczne (nie da się uciec przed napiętym terminem ani z nim dosłownie walczyć).
To sprawia, że sam tryb "walcz albo uciekaj" – reagowanie z poziomu starszych, prymitywniejszych struktur mózgu – jest do współczesnych problemów kiepsko dopasowany. Potrzebujemy czegoś innego: trybu odpowiadania, nie reagowania – jasnego myślenia z poziomu nowszych, bardziej rozwiniętych części mózgu, które potrafią planować, ważyć opcje i szukać rozwiązań rozłożonych w czasie. A to właśnie ten sam, stary mechanizm mobilizacji, wciąż włączający się przy każdym współczesnym zagrożeniu, skutecznie nam to utrudnia.
