Podczas prac nad tym kursem zdałem sobie sprawę, że nie chcę kolejnego materiału nagranego w pośpiechu. Przy lekcjach i ćwiczeniach masz móc się wyciszyć i spokojnie zrozumieć treść.
Głos w tym nagraniu i w całym kursie jest wygenerowany z pomocą AI.
Najpierw zleciłem nagrania kilku profesjonalnym lektorom. Mieli wspaniałe głosy, ale ćwiczenia w ich wykonaniu brzmiały jak reklama albo audycja, a nie jak nagranie, przy którym można odpocząć. Dlatego przez kilka tygodni projektowałem głos specjalnie pod ten kurs. Scenariusze lekcji i ćwiczeń piszę sam.
Równolegle rozmawiam z lektorami. Gdy znajdę głos, który pasuje, nagrania pojawią się także w jego wykonaniu, do wyboru.
Zaczęło się na lekcji fizyki.
Gimnazjum, zwykły dzień, zwykła klasa. Siedzę w ławce i jak zawsze na tej lekcji, denerwuję się, że nauczyciel wywoła mnie do odpowiedzi. Nigdy nie byłem dobry z fizyki. Nie znosiłem stać przed klasą – a sama świadomość tego jeszcze bardziej nakręcała mój niepokój.
I wtedy, nagle, coś się zmienia.
Czuję ciarki na całym ciele. Żołądek zaczyna się skręcać. Serce wali tak mocno, że mam wrażenie, jakby miało wyskoczyć z klatki piersiowej. Nie mogę złapać porządnego oddechu. A do tego pojawia się coś dziwnego – jakbym nagle znalazł się w bańce, odklejony od otoczenia, od klasy, od samego siebie. Robi mi się niedobrze. Czuję pilną potrzebę, żeby wyjść do toalety.
Jakoś udaje mi się wydukać, że źle się czuję. Nauczyciel każe mi iść do pielęgniarki. Wychodzę z klasy – i w drodze do łazienki dzieje się coś jeszcze dziwniejszego. Ta potrzeba… zaczyna znikać. Mimo to idę do pielęgniarki, ona zwalnia mnie do domu. Wciąż czuję się źle. Ale w momencie, kiedy wychodzę ze szkoły i wiem, że idę do domu – wszystkie objawy znikają. Jakby ich nigdy nie było.
Nie mam już wrażenia, że umieram.
I było dobrze. Przynajmniej do następnej lekcji fizyki, gdzie wszystko wraca. Potem na innych przedmiotach. Aż w końcu obejmuje całą szkołę – i samo wyjście z domu do niej staje się ogromnym wyzwaniem.
Idę do lekarza rodzinnego. Badają mnie od stóp do głów. Wynik? Wszystko w porządku. Podtekst jest jasny: pewnie po prostu nie chce mi się chodzić do szkoły.
Tylko że to nieprawda. I z czasem robiło się coraz gorzej — trudność sprawiało już wyjście do sklepu, do którego miałem góra parę minut spacerem. O wyjeździe do innego miasta nie było w ogóle mowy.
Lęk oczywiście nie zawsze wygląda tak samo. Czasem to ciało biło na alarm pierwsze, tak jak wtedy na fizyce. Czasem to myśl przychodziła pierwsza i to ona uruchamiała resztę. W moim życiu przybierał różne postacie, w zupełnie innych sytuacjach — ale pod spodem to wciąż był ten sam lęk. Kiedy chciałem założyć firmę, zamiast zacząć, słyszałem w głowie: „a co, jeśli mi nie wyjdzie”. Kiedy chciałem zaprosić na randkę kobietę, która mi się podoba — „a co, jeśli się ośmieszę”. Kiedy miałem wstawić pierwszy post na Żyj Świadomie — ten sam rodzaj myśli, tylko w zupełnie innych okolicznościach. A kiedy firma, którą w końcu założyłem, upadła, lęk wrócił z pełną siłą, tym razem jako pytanie: „a co, jeśli już nigdy nie będzie lepiej”.
Odpychałem te myśli, próbowałem z nimi walczyć — i za każdym razem stawały się głośniejsze.
Może rozpoznajesz w tym coś ze swojego życia. Niekoniecznie fizykę, niekoniecznie firmę — ale to samo pytanie, wracające w zupełnie innych okolicznościach.
A może to nawet nie jest konkretna myśl. Może po prostu czujesz pewien nieustający niepokój, jakby coś ciągle nie dawało Ci spokoju — bez wyraźnego powodu, bez jednego zdania, które mógłbyś wskazać palcem.
Próbujesz to odepchnąć, zignorować, zagłuszyć czymkolwiek — i im mocniej próbujesz, tym głośniej wraca. Więc zaczynasz unikać sytuacji, które to wywołują. Odkładasz, przekładasz, rezygnujesz z rzeczy, które kiedyś nie budziły żadnych wątpliwości. Na chwilę pomaga. Potem wraca ze zdwojoną siłą — najczęściej wtedy, gdy najbardziej liczysz na spokój.


