The next-generation blog, news, and magazine theme for you to start sharing your stories today!

The Blogzine

Save on Premium Membership

Get the insights report trusted by experts around the globe. Become a Member Today!

View pricing plans

New York, USA (HQ)

750 Sing Sing Rd, Horseheads, NY, 14845

Call: 469-537-2410 (Toll-free)

hello@blogzine.com
Psychologia

Choroba Jeffa Fostera

Choroba Jeffa Fostera

Mam boreliozę.

Najwyraźniej mam ją od lat.

Teraz dostała się do mojego mózgu.

Powoduje - między innymi - skrajne zamroczenie mózgu, utratę pamięci, niezdolność do jasnego myślenia, a nawet czasami do osiągnięcia podstawowego poczucia racjonalności.

W najgorszym przypadku to tak, jakbym był zagubiony w gęstym czarnym dymie i mgle, nie mogąc mówić, nie mogąc w żaden sposób uzyskać dostępu do czasu liniowego, nie mogąc skontaktować się ze światem zewnętrznym, nie mogąc sobie przypomnieć gdzie jestem, ani jak się tu znalazłem, ani jaka jest pora dnia, ani czy w ogóle cokolwiek jest prawdziwe.

Stan całkowitego zagubienia, oderwania, rodzaj limbo i piekła podobnego do demencji.

Jak utonięcie.

Jak to, co przytrafiło się mojemu ojcu zaledwie kilka lat temu.

To jest cholernie przerażające. A doświadczyłem w życiu wielu przerażających stanów.

Ale ten jest najlepszy, jak to się mówi.

Przyznam się, że w ciągu ostatnich 9 miesięcy wiele razy byłem na skraju samobójstwa z powodu tych przerażających objawów.

Ta choroba zepchnęła mnie na krawędź klifu.

Fizycznie, psychicznie.

Doprowadziła mnie do granicy moich możliwości.

Pokazała mi moje ograniczenia, zburzyła moją pychę.

Zaskoczyła mnie.

Powaliła mnie na kolana.

Otworzyła moje serce w całkowitym współczuciu dla każdego na tej planecie, kto zmaga się z przewlekłą chorobą.

Każdego, komu nie wierzono, gazowano, mówiono, że to wszystko jest w jego głowie.

Każdego, kto w ogóle cierpi.

Myślałem, że jestem silny.

Przeszedłem w życiu tak wiele i zawsze znajdowałem siłę, by iść dalej.

(Może jestem silny).

W ciągu ostatnich 9 miesięcy kilka razy omal nie zakończyłem swojego życia.

Muszę powiedzieć prawdę.

Muszę przedstawić fakty.

Prawie opuściłem ciało i wróciłem do źródła.

Teraz mogę się do tego przyznać.

Tak, mogę to teraz publicznie przyznać.

Nie ma wstydu w wołaniu do swojego Boga, kiedy jesteś na pieprzonym krzyżu.

Nie ma wstydu w tęsknocie za niebem, kiedy jesteś w piekle, którego nie stworzyłeś ani nie wybrałeś.

Kiedy życie niszczy wszystko, co znałeś.

Do diabła, ja wciąż tu jestem.

Nie odgrywam ofiary.

Nie wstydzę się tej podróży, w której jestem.

To jest ludzka podróż, każda jej sekunda.

Będę o tym mówić otwarcie.

Będę to wszystko wykrzykiwał z dachów.

Nie wstydzę się tego, że jestem chory.

I nie wiem, czy mi się uda.

Nie wstydzę się tego, że nie wiem.

Nie jestem Bogiem, nie jestem wszechwiedzący.

Jestem początkującym.

Noworodkiem.

Mogę zrobić tylko jeden krok na raz.

Mogę żyć życiem tylko chwila po chwili.

Nie wiem, jak skończy się ten film.

Mam nadzieję, że skończy się dobrze.

Nie chcę umierać.

Tak bardzo kocham życie.

Tak bardzo.

Ale w samym środku piekła tych objawów, śmierć czuje się jak drogi przyjaciel.

Uwolnienie. Intymna, ciepła, zachęcająca, tak bliska, że mogę jej dotknąć, posmakować, powąchać.

Jak ciepła kąpiel w lodowaty grudniowy poranek.

Jak zrzucanie ubrań, które już nie pasują.

Jak wezwanie do domu przez moją boską matkę.

Ale ja chcę żyć!

Trzymam się nadziei, że leczenie zadziała.

Inspirują mnie wasze historie o uzdrowieniu i remisji.

Trzymam się obietnicy, że ulga jest w drodze.

Antybiotyki. Terapia ozonem. Jad pszczeli. Medycyna roślinna. Medium medyczne. Bio rezonans magnetyczny coś. Komory hiperbaryczne. Przekształcanie neuronów. Paleo. Keto. Surowe. Kambo. Post wodny. Fale skalarne. Lewatywy z kawy. Hipertermia.

Pieprzyć to, spróbuję tego wszystkiego.

Próbując objąć to, gdzie jestem, tak bardzo, jak tylko potrafię.

Staram się być obecny z dzisiejszym ciałem tak bardzo, jak tylko potrafię.

Staram się być tu i teraz.

Tak bardzo jak tylko mogę.

A jednak czasami, chcę po prostu umrzeć.

"Pieprzyć to" staje się silniejsze niż "Namaste".

Tak, Jeff Foster - "nauczyciel duchowy", autor książek o Obecności, prowadzący warsztaty o uzdrawianiu wstydu, o przyjmowaniu radości i bólu życia, o rozbieraniu historii, odsłanianiu ran, dociekaniu przekonań, które napędzają cierpienie i smutek - czasami chce po prostu umrzeć.

W środku demencji Lyme, cała moja mądrość idzie do gówna.

Lymey gówno.

Nie. Zaczekaj.

Nie chcę umierać. Chcę żyć.

Mam wszystko, po co żyć.

Wszystko.

Mam przyjaciół, którzy mnie kochają, projekty, które muszą być ukończone, prace do wykonania na świecie, tyle przygód, które chcę przeżyć.

Ale ta choroba sprawia, że czasami chcę odejść.

Kurwa. Może to też jest duchowe.

Chcieć odejść. Tęsknić za ulgą.

I powiedzieć o tym pieprzoną prawdę!

Surową, nieprzyjemną, niewygodną, wyzwalającą prawdę.

Tak, może to też jest duchowe.

Może to duchowe, być zepsutym bałaganiarzem na ołtarzu życia, przyjąć Thanatosa i dziką, nieokiełznaną ciemność i limejskie gówno tego wszystkiego.

Niektórzy ludzie mówili mi, że ta "choroba" nie jest prawdziwa i że to wszystko jest w mojej głowie. (Och, widzę ich ból, ich projekcję, ich własny strach. Teraz im wybaczam. Chaotyczny, "niesprawiedliwy" świat jest największym postrachem dla umysłu poszukującego odpowiedzi).

Niektórzy ludzie mówili mi, że to wszystko to tylko ujawnienie się mojej traumy z dzieciństwa, pęknięcie mojej rany porzucenia, to wszystko to tylko stłumione emocje, z którymi nigdy sobie nie poradziłam. (Pytam ich, skąd mogą wiedzieć na pewno? Jak możemy w ogóle mówić za innych? Czy zainfekowane kleszcze wyczuwają tylko ciała z wypartymi emocjami? Czy wirusy wybierają tylko tych, którzy mają stłumiony żal i problemy z poczuciem własnej wartości?)

A oni mówią: "Musisz być przerażony ciemnością, którą znajdziesz, jeśli odważysz się spojrzeć", a ja im odpowiadam: "Wow, wcale mnie nie znasz, przyjacielu, w ogóle mnie nie znasz".

Niektórzy ludzie mówili mi, że zmyślam swoje objawy, wyolbrzymiam swoje zmagania, szukam uwagi. Czy oni nie wyolbrzymiają swoich, błogosławię ich, w tym momencie, szukając uwagi, zmyślając rzeczy?

Widziałem świadome i nieświadome reakcje na tę chorobę.

Spotkałam się z niedowierzaniem, podżeganiem do gazu, jawnym znęcaniem się i najbardziej szalonym duchowym omijaniem.

Ale przede wszystkim otrzymałem taką miłość i współczucie, zrozumienie i potwierdzenie. Tak wiele nieoczekiwanych prezentów. Tak wiele słów inspiracji, przyjaciół, którzy mnie podtrzymywali, nieoczekiwanego wsparcia, które się pojawiło, więzi, które zostały wzmocnione, relacji, które się uzdrowiły.

(Tak, uzdrowienie jest możliwe, nawet kiedy jesteśmy chorzy!).

Ale nie będę kłamać.

To na pewno jest traumatyczne.

Bycie w ciele i mózgu poturbowanym przez uciążliwe bakterie.

Czasami jest to przerażające.

Nic takiego, czego nigdy nie doświadczyłam.

Czasami płaczę za tym, co straciłem.

Czasami wściekam się na niebo, tęskniąc za życiem - i zdolnościami - które kiedyś miałem.

Dlaczego ja? Dlaczego teraz? Dlaczego to?

Byłem dobrym człowiekiem, myślę, mam nadzieję. Dlaczego to straszne cierpienie?

Dlaczego ta choroba, ze wszystkich chorób?

I dlaczego teraz, w kwiecie mojego życia?

Kiedy byłem taki szczęśliwy i zdrowy?

Dlaczego ta choroba, i dlaczego teraz, i... co do kurwy nędzy?!?

To nie ma sensu.

Może nie powinno.

Wiem, nie tylko ja cierpię, zadaję te pytania, szaleję pod niebiosa, siedzę na gruzach starego życia.

Miliony ludzi na tej planecie cierpią tak samo jak ja. Wiele o wiele bardziej niż ja.

Wszyscy oni są moimi krewnymi.

Wszyscy oni mogą siedzieć ze mną przy tym stole.

Nie, nie "tarzam się" w moim bólu.

Nie odgrywam "ofiary".

Nie proszę o "uwagę", kiedy proszę o pomoc.

Nie jestem "nadmiernie utożsamiany" z ciałem, kiedy nad nim płaczę.

Jestem człowiekiem, a bycie człowiekiem jest boskie i wiem to wyraźniej niż swój własny oddech i umrę za tę prawdę.

Tak, umrę za te prawdy:

Nie ma wstydu w byciu złamanym, a złamanie nie jest wstydliwe.

I nie ma wstydu w naszym wstydzie.

Nasza wrażliwość jest tak samo potężna jak nasza siła.

A nasza kobiecość jest równa naszej męskości, a może nawet od niej większa, bo wszyscy wyłaniamy się z miękkości.

A cierpienie nie jest karą.

Smutek nie jest tantrą.

Gniew nie jest nieduchowy.

Strach to nic innego jak ukochane dziecko wszechświata.

I nie jesteśmy słabi, kiedy prosimy o pomoc.

I zawsze robimy wszystko, co w naszej mocy.

Jestem istotą ludzką, której z niewiadomych przyczyn rozdano trudny układ i tyle.

Niektórzy mówią, że ta "próba" uczyni mnie silniejszą.

Niektórzy mówią, że się wznoszę.

Niektórzy mówią, że przebiję się do nowego wymiaru.

Niektórzy mówią, że jeśli całkowicie poddam się temu procesowi, to wszystko się uleczy.

Kurwa. Nie wiem.

To choroba z Lyme.

To tajemnica sama w sobie.

Od małego zainfekowanego ukąszenia kleszcza, całkowite zniszczenie życia.

Ciało próbuje przetrwać, robi wszystko, co może, żeby mnie utrzymać.

Serce walczy, by pompować krew do mózgu.

System immunologiczny i nerwowy pod ciągłym atakiem.

Wyczerpanie, zamroczenie mózgu, drżenie, utrata pamięci, brak tchu.

I oto jestem tutaj, świadkiem tego wszystkiego, próbuję to wszystko przetworzyć, jestem pośrodku tego wszystkiego, czuję to wszystko, próbuję nadać sens czemuś, co nie ma sensu, próbuję zakotwiczyć się w przebłyskach światła w nocy i we mgle.

Próbując pozostać przy życiu, próbując się trzymać, próbując znaleźć jakieś piękno w bólu.

Tęsknota za życiem, tęsknota za śmiercią.

Wola przetrwania i wyczerpanie, które chce zasnąć na zawsze i uwolnić się od cierpienia.

Czy mam dziś jakieś mądre duchowe nauki?

Jakąś sugestywną poezję, która przyniesie światu nadzieję?

Jakieś ukierunkowane, oświecone słowa o błogości, radości i czystej Świadomości, która nigdy nie cierpi?

Cokolwiek zdalnie podnoszącego na duchu lub w ogóle pozytywnego?

Nie dzisiaj.

Nie, nie dzisiaj.

Dzisiaj cierpię.

Dziś błagam o litość.

Dziś rozmyślam nad końcem.

Pieprzyć to.

Pozwól mi być teraz surowym i autentycznym z całym światem.

Nie ma nic do stracenia, nigdy nie było.

Jeśli zmagasz się z problemami, przyjacielu, jeśli cierpisz, jeśli czujesz się dziś załamany i tęsknisz za ulgą.

Nie jesteś nieudacznikiem, nie jesteś bezwartościowy.

Nie grasz ofiary.

Nie jesteś "nierozwinięty" czy "nieoświecony" (jesteś światłem i tyle).

Nie przesadnie identyfikujesz się ze swoim cierpieniem.

Ty nie zamanifestowałeś tego.

Prawo Przyciągania nigdy by cię nie ukarało.

Nie zgrzeszyłaś.

Jesteś tak piękna, jak nigdy nie byłaś.

Może nawet bardziej w swojej przejrzystości, swojej autentyczności, z twoim surowym, niechlujnie obolałym sercem na pełnej ekspozycji, a twoja tęsknota jest mi droga, mój przyjacielu, i chciałbym spędzić z tobą więcej czasu.

I tak. I tak.

Oto jestem.

Oto jesteśmy.

Czy usiądziesz ze mną przez chwilę i potrzymasz mnie za rękę?

Czy przypomnisz mi, żebym oddychał, trzymał się, pamiętał, że istnieje leczenie, że uzdrowienie jest możliwe, że wielu ludzi przechodzi remisję, a ja i tak muszę żyć tylko chwilę?

Czy przypomnisz mi o moich własnych naukach?

Czy podtrzymasz nadzieję, kiedy ja o niej zapomnę?

Czy zawieziesz mnie na wizytę do lekarza? Zrobisz mi jedzenie, gdy jestem zbyt słaby, by wstać z łóżka? Będziesz miał cierpliwość, kiedy nie mogę wydobyć z siebie właściwych słów? Będziesz dla mnie orędownikiem? Walcz o mnie, tak jak ja walczyłem o ciebie? Wyważaj dla mnie drzwi, kiedy jestem tak zdezorientowany, że nie mogę mówić za siebie, a nawet nie wiem, które drzwi otworzyć?

Czy odłożysz na bok swoje własne poglądy, odłożysz na bok ten straszny ładunek dogmatów i będziesz słuchał?

Czy zrozumiesz moje doświadczenie bez projekcji własnego?

Czy pokochasz mnie tak, jak ja pokochałem ciebie, przyjacielu?

Czy spotkasz się ze mną tutaj, w zniszczeniach starego świata?

Jeff Foster

____

Siły i zdrowia, piękny kochany człowieku


Udostępnij: