• in , , ,

    10 sposobów radzenia sobie z problemami – mechanizmy obronne

    Znasz ten stan, kiedy zdarza Ci się zapomnieć o czymś ważnym? Spotkaniu? Rozmowie? Albo nawet nie o ważnym, tylko giną Ci z pamięci godziny, wydarzenia, czasem nawet tygodnie?

    I mimo, że ktoś mówi Ci, że słyszałaś/słyszałeś to Ty i tak nie pamiętasz? Tak właśnie organizm radzi sobie, kiedy ma do czynienia z trudną dla siebie sytuacja (albo kiedy jesteśmy w dużym stresie i poznawczo nie jesteśmy w stanie przetworzyć zbyt dużej ilości bodźców, możliwe są również zaburzenia organiczne, neurologiczne, ale to dla dzisiejszych potrzeb- pomijamy).

    Jak to się dzieje?

    Otóż nasz organizm jest tak cwany, że będzie sobie sam radził z sytuacjami, kiedy coś jest nas trudne. I nie musi to oznaczać trudności obiektywnie występującej, może to być sytuacja, kiedy zdanie sobie sprawy z czegoś trudnego sprawi nam ból- w ten sposób chronimy się przed trudnymi, zagrażającymi treściami. Sprytne, prawda? Jak dla mnie – bardzo. Warto jednak je znać i czasami o nich pomyśleć, ponieważ niestety zdarza się również tak, że działają one na nasza niekorzyść i wprowadzają zamęt i niezrozumienie samego siebie. Nad m.in. tymi właśnie mechanizmami pracujemy w czasie psychoterapii, bo chociaż ogólnie one mają za zadanie nam służyć, to jednak konfrontacja z trudnymi treściami jest kluczowa w poznaniu siebie (a także odkrycie, dlaczego są problematyczne).

    Część z tych mechanizmów (tak, są to mechanizmy obronne) służy nam w dobrym celu, część, zwłaszcza stosowana nadmiernie, działa na naszą niekorzyść, np. odcina nas w pewien sposób od rzeczywistości.

    Dzisiaj wiec, o niektórych mechanizmach obronnych, tych najczęstszych i w większości „dojrzałych”. Druga kategoria- „niedojrzałych”, to takie zachowania, które, najprościej mówiąc, możemy obserwować w filmach (może o tym kiedyś).

    1. HUMOR

    Zdarzyło Ci się kiedyś wybuchnąć śmiechem w sytuacji, kiedy obiektywnie mówiąc było to nie na miejscu? Albo w sposób humorystyczny, komentować jakieś smutne wydarzenie? Robiłeś sobie żarty, używałeś dowcipów, byleś ironiczny, zęby rozładować napięcie spowodowane czymś trudnym? Tak- humor to pierwszy z mechanizmów obronnych. Dzięki takiej reakcji łagodzimy sobie nieprzyjemne uczucia i poczucie dyskomfortu, uzyskujemy dystans i bardziej obiektywny ogląd sytuacji, a co najważniejsze- możemy zastanowić się nad znaczeniem określonego wydarzenia. Nie jesteś, więc dziwny, kiedy się śmiejesz z czegoś trudnego- tak właśnie sobie radzisz 🙂

    2. PRZEMIESZCZENIE

    Znasz ten stan, kiedy zdenerwowany sytuacją np. w pracy przychodzisz do domu i nagle, ni stąd ni zowąd złościsz się na partnera właściwie nie wiadomo dlaczego? Problem w domu nagle wydaje się wyjątkowo denerwujący. To właśnie kolejny mechanizm obronny- przemieszczenie. Dzieje się nieświadomie, a jego nazwa wynika po prostu stąd, że przemieszczane są uczucia, które kierujemy w stosunku do jednego obiektu na drugi. To właśnie te sytuacje, kiedy słyszymy często od drugiej osoby „nie wyżywaj się na mnie” i właściwie- trudno wtedy zaprzeczyć, trochę ma racji…

    3. INTELEKTUALIZACJA

    Znajdujesz nagle 1000 i wiecej logicznych powodów, przyczyn i wyjaśnień dlaczego jest jak jest, albo coś się stało. Takie abstrakcyjne myslenie pomaga Ci uniknąć przykrych uczuć i opanowac napięcie.

    4. IZOLACJA AFEKTU

    Trudne wyrażenie na prosty mechanizm- to ten stan, kiedy w reakcji na coś przykrego reagujemy totalnym brakiem emocji, znajdujemy się w stanie oderwania od uczuć, zwykle sami nie wiemy, dlaczego, można to porównać do uczucia pustki. Często nawet zdajemy sobie sprawę z tego, że powinniśmy coś czuć- jednak to nie zmienia tego, że nasze emocje są wtedy schowane gdzieś tak głęboko, że po prostu dzieje się odwrotnie. Ten mechanizm towarzyszy nam często, kiedy mamy do czynienia z sytuacjami wyjątkowo trudnymi, traumatycznymi.

    5. RACJONALIZACJA

    Zrobiłeś coś nie do końca dobrego, zgodnego z prawem, moralnego albo Twoje poglądy nie są do końca akceptowalne społecznie, niedopuszczalne? Sposób w jaki o tym myślisz- to jest mechanizm obronny, a konkretnie usprawiedliwianie tych treści tak, zęby moc je tolerować. Czasem zdarza się tak, że głośno mówisz o tym co jest sprzeczne z punktu widzenia moralnego, prawnego itp. Ale jednocześnie równie głośno tłumaczysz swoje podejście, zachowania i mimo, że gdzieś w gleby czujesz „wewnętrzny” zgrzyt to jednak taki sposób „rozwiązania sytuacji” sprawia, że czujesz się uusprawiedliwony, zrozumiany, krotko mowiac- czujesz sie lepiej. Krótki przykład: „Oszukałem, ale państwo okrada mnie na każdym kroku.”

    6. WYPARCIE

    I o to doszliśmy do sławnego wyparcia i przykładu z początku tego tekstu. Wyparcie to nieświadomy mechanizm (i warto to zaznaczyć, bo stosujemy również podobne, ale świadome techniki), który sprawia, że unikamy trudnych konfrontacji. Niedopuszczalne myśli, impulsy czy wspomnienia są spychane do nieświadomości właśnie, a ich dostęp do świadomości zostaje zablokowany- stad efekt „nie pamiętam”. Kobiety doświadczające przemocy często np. „nie pamiętają, jak to było”, potrafią nawet nie pamiętać wielu lat urazowych. W ten sposób radzą sobie- pamiętanie takich stanów wiąże się przecież z ponownym przezywaniem cierpienia.

    7. SUBLIMACJA

    Pojawiają się trudne emocje, nieakceptowane społecznie- jesteś zły, masz ochotę zrobić komuś krzywdę, ale ponieważ wiesz, że to nie byłoby dobre rozwiązanie decydujesz się pójść na siłownię i tam dać upust swoim emocjom. Z bardziej ogólnego punktu widzenia można powiedzieć, że jest to zamiana niestosownych i niedopuszczalnych wewnętrznie celów na cele społecznie wskazane. To jeden z bardziej zdrowych mechanizmów, który pozwala panować nad swoimi emocjami. Dzięki niemu możemy wykorzystywać negatywne uczucia na takie zachowania, które napędzają i pobudzają do działania.

    8. ANTYCYPACJA

    Przykład, który pierwszy przychodzi mi do głowy, z racji okresu który teraz mamy, to przykład zza stołu świątecznego 😊 Chociaż może tutaj nie zawsze udaje nam się go zastosować. Stoi przed Tobą kawałek pysznej babki piaskowej, dwa tygodnie temu rozpocząłeś jednak dietę, której do tej pory udawało Ci się trzymać. Umiejętność zastosowania tej strategii polega na tym, że będziesz w stanie sobie odmówić tego kawałka, bo wiesz, że w przyszłości da Ci to większą korzyść. Działa zarówno za stołem, w pracy, jak i w relacjach i związkach 😊 Pożyteczny.

    9. STŁUMIENIE

    Myślisz o zbliżającym się egzaminie na studiach albo o ciążącym na Tobie obowiązku oddania raportu w pracy- myśli te powodują dyskomfort i poczucie stresu. Świadomie jednak odsuwasz od siebie te myśli, starając uchronić się przed negatywnym nastrojem. To coś zupełnie innego niż wyparcie, ponieważ tutaj świadomie unikasz konfrontacji i myślenia o trudnościach. Są jednak pułapki – możesz również myśleć o narastającym konflikcie w Twoim związku i ponieważ skonfrontowanie się z partnerem i porozmawianie o problemach może grozić przykrymi konsekwencjami, nie robisz tego. Prowadzi to jednak do tego, że zaczynasz świadomie nie podejmować konkretnych tematów, zamykasz się w sobie, a związek zaczyna funkcjonować jako cichy, jednak niemrawy byt. Czy to jest dla Ciebie w dłuższej perspektywie dobre?

    10. ALTRUIZM

    Znane słowo 😊 To te sytuacje, kiedy poświęcamy się dla realizacji potrzeb innych. Ten mechanizm może nas doprowadzić zarówno do dobrych skutków (któż zaprzeczy dobroci płynącej z pomagania innym?), ale warto również pamiętać o tym, żeby nie zatracić siebie i nie robić niektórych rzeczy kosztem swoich potrzeb. Łatwo bowiem zamienić szczytne pobudki na coś co zacznie nas ograniczać i męczyć.

    Mechanizmy obronne to takie sposoby funkcjonowania, których uczymy się, kiedy kształtuje się nasza osobowość, charakter. Każdy z nas ich używa- tych dojrzałych, w większości opisanych powyżej, ale również tych niedojrzałych, prymitywnych, które nie były tu opisane. Warto pamiętać, że te sposoby rozwiązywania wewnętrznych problemów bardzo dużo mówią o nas samych i naszych sposobach radzenia sobie w życiu. To jakie mamy tendencje przejawia się w całym naszym życiu, sposobach funkcjonowania w relacjach, związkach i wielu innych sytuacjach (np. w pracy). Jakby nie patrzeć są to sposoby rozwiązywania wewnętrznych trudności nie rozwiązując realnie problemów.

    A Ty? Znalazłeś w tekście coś znajomego, sposoby, których używasz? Jeśli tak- to dobrze 😊 Lepiej znaleźć tutaj niż czytać o rozszczepieniu (pewnie intuicyjnie domyślasz się na czym polega 🙂 )

    Warto jednak pamiętać, że sposoby te są zarówno czymś co nas chroni, jak również może nas doprowadzić do czegoś zupełnie przeciwnego- jak długo można uciekać przed tym co realnie boli?

     

    Zapraszam również do zapoznania się z poprzednim artykułem, dotyczącym powielania przez nas swoich schematów i pułapek w jakie możemy wpadać – Dlaczego wciąż powielamy schematy?

    Marta Dubowska

    https://www.facebook.com/poznajsiebieblog/

  • in , , , ,

    Najważniejsze to nic

    -Co Ci jest?
    -NIC
    -Co znaczy „nic”?
    -NIC? To znaczy WSZYSTKO

    Ciągle jestem zabiegana i chociaż naprawdę próbuje sprostać wszystkiemu, co wzięłam sobie na głowę, czasem przytłacza mnie ilość zobowiązań. Kocham moją pracę, uwielbiam pomagać innym, chciałabym dać im z siebie jak najwięcej, ale zdarza się, że zaczynam dostrzegać również własne zmęczenie. Ktoś powie: podziwiam za ambicję, lecz…
    Ambicja niekoniecznie jest dobrą cechą. Bo przecież zawsze… mogliśmy inaczej, bardziej, lepiej coś zrobić.

    Każdy  z Nas notorycznie zadaje sobie pytania w stylu : czy aby na pewno właściwie postąpiłem?  Może mogłem to lepiej/inaczej rozegrać ?Czy nie popełniłem błędu? Czy to była dobra decyzja?

    Kiedy dokonamy już jakiegoś wyboru, zwykle nachodzą Nas wątpliwości. To uczucie jest tak naturalne jak oddychanie, a najczęściej wynika ze strachu przed konsekwencjami. Czasem przyczyna tkwi w zbyt dużej ambicji i samokrytyce. Zdarza się, że osoby mające tendencję do perfekcjonizmu, również borykają się z takimi myślami.

    Co wtedy?

    Myślę, że wszystko co dzieje się- ma sens, bez względu na czy rozumiemy to na ten moment czy nie. Warto wyperswadować sobie, że skoro coś stało się, to znaczy, że tak jest lepiej.  Widocznie miało tak się stać. Tak po prostu właśnie czuliśmy, tego właśnie chcieliśmy. W tym konkretnym momencie, to była dla Nas najbardziej właściwa decyzja . Tak miało być.

    Nawet jeśli, w konsekwencji tej decyzji, okaże się, że drzwi które otwarliśmy prowadzą do stromych schodów. Nawet jeśli, po drodze natrafimy na burze i zawieruchy. To było Nam potrzebne. Jest jakimś nowym doświadczeniem, wznosi Nas na kolejny level, daje niezbędną do rozwoju lekcję.

    Z drugiej strony zawsze możemy zrobić krok w tył. Dlatego warto na bieżąco, zaglądać we własne wnętrze i sprawdzać czy coś Nas w środku nie uwiera.

    To właśnie taki moment, kiedy, tak jak w cytacie na samej górze tego wpisu, ktoś zapyta:

    -co Ci dolega?

    a My odpowiadamy:

    -NIC.

    Najczęściej jednak to niepozorne NIC znaczy WSZYSTKO.

     

    Jak to rozumieć ?

    Nie oszukujmy samych siebie, ani drugiej osoby. Jeśli z czymś się męczymy, należy się do tego przyznać. Każdego dnia tysiące myśli przepływa przez Nasz umysł, a my gubimy się w ich plątaninie i nie chcemy wyciągać wniosków. Każdego dnia ignorujemy komunikaty z Naszego ciała, które woła o uwagę i informuje o zgromadzonym stresie i negatywnych emocjach. Każdego dnia bagatelizujemy własne odczucia i spychamy je na samo dno. Każdego dnia Nasza dusza woła Nas o pobudkę do świadomego życia.  A my?  Zamiatamy prawdę pod dywan. Powtarzamy sobie w myślach: ” To nic”.

    I właśnie „to nic”, działa na Nas totalnie destrukcyjnie.

    Bądźmy szczerzy wobec siebie samych oraz wobec innych ludzi. Sukcesem jest spokojna komunikacja, która oczyszcza myśli i emocje. Daje Nam szansę na zmianę na lepsze. Tak samo pozwala drugiej osobie odnieść się do sytuacji, by podjąć jakieś kroki i wszystko poukładać.

    Pamiętajcie. Życie składa się właśnie z takich „nic”. Z sekund, które przeplatają się przez palce czasu, całego Naszego istnienia. Z tych „nic” tworzymy własną historię. Satysfakcja z życia jest wypadkową właśnie tych pozornie nic nie znaczących ” nic”, które tak naprawdę znaczą wszystko. To te chwile, które  w ogólnym rozrachunku tworzą godziny, które łączą się w doby, na skutek których powstają dni, a za nimi miesiące i lata. W efekcie życie. Całe życie.

    Nie pozwólmy by umknęło Nam ono na bagatelizowaniu. Na strachu. Na wątpliwościach. Małe elementy składają się w całość. Dlatego właśnie wszystko jest ważne, wszystko ma znaczenie.

    Wszystko co jest TERAZ.

     

     Pamiętaj, że jest tylko jeden najważniejszy czas, a ten czas – to teraz.
    Najważniejszą osobą jest zawsze ta, z którą właśnie przebywasz, która stoi przed Tobą, bo kto wie, czy jeszcze z kimkolwiek się spotkasz… Najważniejszym zajęciem jest czynienie szczęśliwym tej osoby, która znajduje się obok Ciebie.
    Chwila teraźniejsza jest jedynym czasem, jaki mamy.”
    L. Tołstoj
    Dziękuję i pozdrawiam
    Calaike
  • in , , , , ,

    Możemy Wszystko

    Jestem sobą. Nawet jeśli przeszukasz dokładnie cały świat, nie znajdziesz osoby takiej, jak ja. Cokolwiek mówię, robię i czuję jest autentycznie moje, dlatego, bo samodzielnie to wybieram. Jestem jedynym właścicielem tego, co mnie określa: moje jest to ciało, uczucia, usta, głos, każde działanie – skierowane do mnie czy kogokolwiek innego. Moje są fantazje, marzenia, nadzieje i lęki. Moje są triumfy, sukcesy, ale i potknięcia oraz porażki. Ponieważ należę jedynie do siebie, znam siebie, wiem, kim jestem. Znając siebie, mogę bez wahania kochać siebie, podziwiać i doceniać. Wiem, że są takie części mnie, które mogą mnie zaskakiwać, wprawiać w osłupienie, są też takie, których jeszcze nie znam – bez względu na to, kocham siebie, podziwiam i doceniam. Z czasem dowiem się o sobie więcej. Bez względu jednak na to, co mówię, jak wyglądam czy co robię – to ja, w czystej postaci, prawdziwy i autentyczny. Prawdopodobnie nadejdzie taka chwila, że pewne rzeczy, które mówię, robię, myślę czy czuję nie będą pasować do mojej wizji życia. Wiem, że wszystko to, co nie odpowiada mojemu wyobrażeniu szczęścia, odrzucę, a zatrzymam to, co jest dla mnie najlepsze. Widzę, słyszę, czuję, mówię i robię. Umiem sobie radzić w życiu, jestem produktywny, otwarty i wiem, jak nadawać sens własnemu życiu i pomagać innym. Jestem jedynym właścicielem siebie i co najlepsze, mogę zaprojektować siebie tak, jak chcę. Jestem sobą. I bardzo mi z tym dobrze. 
    Virginia Satir
    Winimy
    kogoś za swoje nieudane życie, przedsięwzięcia, plany….
    Argumentujemy
    tym, że ktoś przeszkodził, nie postarał się, a powinien o to zadbać…
    Jesteśmy zbyt krytyczni wobec siebie i innych
     bo za słabi, za brzydcy, za nudni…
    Nie mamy
    czasu, pieniędzy,  pracy,  możliwości…
    Wymówki?
    To  Nasz sposób na ucieczkę od odpowiedzialności.  Akceptacja siebie nie polega na bierności i  poddaniu się. Akceptacja polega na pokochaniu siebie samego pomimo wad, lecz z motywacją do przekraczania barier własnych słabości i permanentnym rozwoju.
    Dopóki nie weźmiemy sobie do serca tej prawdy, szczęście będzie dla Nas nieosiągalne.
    MOŻEMY WSZYSTKO
    to ma dwie strony
     możemy ZMIENIĆ ŻYCIE NA LEPSZE lub PODDAĆ SIĘ
    Zmiana siebie
    Brak pretensji i ciągłego obwiniania świata za Nasze porażki. Wzięcie pełnej odpowiedzialności za swoje życie, podjęte decyzje i skutki tych decyzji. Poczucie mocy sprawczej. Radość z chwili obecnej, z każdego kroku, który zbliża Nas do realizacji marzeń. Umiejętność zarażenia tą radością innych ludzi, spotykanych po drodze. Bycie inspiracją. Otwarte gorące serce. Szczerość w spojrzeniu. Okazanie wsparcia sobie i drugiemu człowiekowi.
    To jest sztuka, którą można wypracować i czerpać z jej źródeł.
    Doceńmy każdą chwilę tu i teraz, zróbmy wszystko co w Naszej mocy by spełnić swoje sny, ale też starajmy się, by życie innych, którzy są gdzieś obok, było przyjemniejsze i łatwiejsze. Życie, nie tylko bliskich, ale ludzi, których spotykamy mimochodem każdego dnia. Kasjerek w sklepach, kierowców autobusów, zwykłych ludzi mijających Nas w codzienności.  Warto. Każdego dnia natrafiamy, siłą rzeczy na drugiego człowieka. Doceńmy Go- doceńmy Jego pracę. Dla Nas to nic takiego, zwykły uśmiech, uprzejmość, słowo dziękuję. Dla Niego? Czasem jedyny promień słońca podczas deszczowego dnia.
    Wpływając świadomie na detale obecne w Naszym życiu, nagle zauważymy, że świat wokół jest lepszy, ponieważ My staliśmy się lepsi. Rzeczywistość jest Naszym odbiciem.
    Jedno z  najpiękniejszych doświadczeń w  życiu… Miłość i  akceptacja siebie. Poczucie odpowiedzialności za własne życie. Pewność, że sami kreujemy świat na skutek myśli, emocji, reakcji i podejścia.
    Tak naprawdę w każdej chwili mamy możliwość rozpocząć wszystko od nowa. Każdego dnia,
    wstając rano, jesteśmy czystą kartą.
    Patrząc w lustro, spójrzmy sobie głęboko w oczy.  To jest moment na podjęcie decyzji. Jakim w tej chwili jestem człowiekiem?  Z jakim nastawieniem spędzę ten dzień? Czy postaram się być najlepszą wersją siebie, czy być możne ulegnę własnym słabościom?
    Tylko od Nas zależy, jak będzie wyglądać Nasze życie. Każdego dnia mamy wybór. Podjęcie decyzji, to jeden krok, który dzieli Nas od działania. Efekty natomiast będą rewolucją.
    Rewolucja jest potrzebna, ponieważ  jest właśnie tą upragnioną zmianą.
    Zmianą, dzięki której wreszcie osiągniemy poczucie spełnienia i satysfakcji.
    Naprawdę właśnie TERAZ, właśnie w tej chwili możesz wszystko zmienić!
    Możesz zmienić siebie! Zamienic swoje życie! Osiągnąć wszystko o czym marzysz!
     bo…
    Świat jest taki, jaki myślisz, że jest.  Nie ma żadnych ograniczeń. Energia podąża za uwagą.  Czas działania jest teraz. Bezgraniczne odczuwanie Miłości w chwili obecnej jest Szczęściem. Nasza dusza jest źródłem Naszej największej energii. Skuteczność natomiast jest miarą prawdy. 
     MOŻEMY WSZYSTKO!!!!
    Dziękuję i pozdrawiam
    Calaike
  • in , , , ,

    Klucz

    Zawsze, kiedy wszystko się wali, człowiek zadaje sobie miliony pytań: Dlaczego? Dlaczego spotyka to właśnie mnie?

    Jest ciężko, z roku na rok mam wrażenie, że jest coraz ciężej, nie tylko z perspektywy kryzysu na świecie, ale również z perspektywy kryzysu ludzkich dusz. Dziwne czasy nastały, miotają Nami niepokój o przyszłość i próba mobilizacji wszystkich sił by przetrwać dziś… Próbujemy dać z siebie wszystko, również dla innych, tak, by chociaż trochę bliskim było lżej. Są też i tacy ludzie, którzy martwią się tylko o siebie- egoiści, którzy patrzą tylko na swoje 4 litery, może Oni są zdrowsi, kto wie?

    Jak często zdajemy sobie sprawę z własnej bezsilności? Z braku sił? Kiedy mamy ochotę po prostu odwrócić się plecami do świata i trwać w nicości? Rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady ?

    Każdy ma takie chwile.

    Człowiek idzie przed siebie skupiony na abstrakcyjnych problemach. Rzadko dostrzegamy prawdziwe tragedie, które każdego dnia rozgrywają się w Nas samych, jak i również w życiu innych osób. Wolimy trwać w błogiej nieświadomości, gdyż tak jest bezpieczniej i wygodniej. Brak świadomości równa się  z brakiem obowiązku brania odpowiedzialności. Wygoda! Dopiero, kiedy w Naszym życiu nagle coś się wali, nagle brakuje Zdrowia, Szczęścia, Miłości, uświadamiamy sobie w jakim zaślepieniu żyliśmy. Cóż za niewdzięczność, cóż za bezmyślność towarzyszy Nam każdego dnia…

    Dlaczego nie potrafimy DOCENIĆ tego co mamy? Dlaczego dopiero po stracie uzmysławiamy sobie jak wiele posiadaliśmy? Dlaczego nie potrafimy dziękować Bogu, za każdy oddech, który dzięki cudownie skonstruowanym mechanizmom możemy zaczerpnąć bez udziału Naszej woli? Dlaczego nie potrafimy cieszyć się, że mamy dwie zdrowe i gotowe ręce do pracy, dwie sprawne i prawidłowo zbudowane nogi, które umożliwiają Nam poruszanie się? Fenomenalny mózg, dzięki któremu funkcjonujemy społecznie, mentalnie, biologicznie? Zdrowe narządy wewnętrzne, które w każdej sekundzie działają tak, by Nasz organizm funkcjonował optymalnie? Możliwość wyrażania własnych myśli i woli otwarcie bez ryzyka utraty zdrowia i życia? Prawdopodobnie pracę? Rodzinę? Dlaczego to wszystko umyka Nam i nie czerpiemy radości z tych darów od losu? Dlaczego dopiero jak zaczyna coś szwankować w idealnie stworzonym systemie neuronów, żył, komórek, uświadamiamy sobie jacy byliśmy szczęśliwi, jak wiele mieliśmy?

    Samoświadomość.

    Siedziałam dziś w przychodni. Spojrzałam na tych wszystkich schorowanych ludzi. Dotarło do mnie, że każdy, każdy człowiek ma troski i radości, może cierpieć lub odczuwać przyjemność. Może być szczęśliwy lub smutny.  Potrafisz zatrzymać się na chwilę i to dostrzec?

    Nie jesteśmy w centrum wszechświata jako jednostka. Tworzymy ten świat wszyscy. My. Ludzie. Istoty.

    Dostrzec prawdę. Uzmysłowić sobie, że nie jesteśmy samotną wyspą. Spojrzeć na drugiego człowieka z otwartą duszą, z gorącym sercem, powiedzieć dobre słowo, dodać otuchy, zrozumieć. Spojrzeć w głąb siebie tak samo z otwartą duszą, z gorącym sercem, dodać otuchy, zrozumieć.

    Ktoś pomyśli: Banały, puste słowa, oczywiste jak to, że kiedyś umrzemy. Czy aby na pewno?

    „Znowu otworzyłem oczy i w gęstą lepką czerń 
    spojrzałem ze łzami w oczach i ledwo łapiąc tlen 
    plując potem krzyczałem że wiem 
    jakby dzień po tej nocy miał być ostatnim dniem.” Mioush

    Co byś zrobił gdyby został Ci jeden, jedyny, ostatni dzień życia? Jakbyś go wykorzystał? Gdyby miało nie być jutra?

    Dlaczego nie potrafimy świadomie iść przez życie i cieszyć się każdą dobrą, szczęśliwą chwilą? Trwamy w przeszłości bojąc się dziś podejmować decyzje mające diametralne znaczenie dla przyszłości, a przecież wszystko czego pragniemy jest po drugiej stronie strachu. Co więcej, właśnie martwiąc się o przyszłość zaharowujemy się na śmierć, by zdobyć kasę, prestiż, albo po prostu związać koniec z końcem.  Zaharowujemy to dobre słowo. Jako społeczeństwo nie potrafimy już odpoczywać… Biegniemy przed siebie, nakręceni jak króliczki z reklamy Duracell, dopóki nie wysiądzie Nam bateria. Biegniemy bo taki jest system, zapominając o podstawowych prawach natury.  Zabawne, nawet w opowieści o genezie świata, stwierdzono, ze jeden dzień w tygodniu należy odpocząć. Co z tego, przecież My, ludzie XXI wieku jak cyborgi nie dostrzegamy tej konieczności…

    do czasu…

    Jesteśmy przemęczeni, zatroskani, mamy wory pod oczami i zatruty umysł. Nie jemy, nie śpimy. Wiecznie spięci, wiecznie zestresowani. Upadamy na zdrowiu. Upadają Nasze relacje. W końcu upada cały Nasz system a my razem z nim. To takie poświecenie. A życie? Życie toczy się własnym torem i na Nasze nieszczęście z sekundy na sekundę komplikuje się coraz bardziej.   Instynkt samozachowawczy jest wpisany w Nasze geny, czasem to zbawienie, czasem przekleństwo. Nie poddajemy się, walczymy. O co jednak toczy się ta walka? Zapętlamy się w błędne koło nie dostrzegając sensu. Może więc czasem po prostu warto spasować? Odpuścić i po prostu zająć się w końcu sobą, odpocząć?

    Może to jest klucz do otwarcia się nowych drzwi możliwości. Czysty umysł. Zrelaksowane ciało. Szczęśliwa dusza.

     

    Zwolnij

    Zanim nie będzie za późno

     

    Weź urlop, olej system, spakuj się i jedź

    Przed siebie

    Nie ważne jak, nie ważne z kim, nie ważne dokąd,

    Zrób coś zanim będzie za późno

    Zanim stracisz coś najcenniejszego co masz

    Z D R O W I E

    M I Ł O Ś Ć

    Ż Y C I E

  • in , ,

    Dlaczego wciąż powielamy schematy?

    Te same zachowania, podobni partnerzy?

    Zastanawiasz się dlaczego dzieje się tak, że mimo Twoich wielkich chęci i starań wybierasz partnerów podobnych do siebie pod różnymi względami? I mimo, że z początku wydaje Ci się, że tym razem to już na pewno to i Ten jest zdecydowanie inny od poprzedniego, to koniec końców zawsze wychodzi tak samo? Jak to się dzieje, że córki idą w ślady matek, dokonują tych samych wyborów, albo nawet nie tyle tych samych wyborów co po prostu „dzieje im się tak samo”

    A ile razy zdarza się, że babcia powiela historię prababci, matka babci, w końcu córka – matki (broń Boże w tym wypadku nie dyskryminuję mężczyzn- tutaj też się to zdarza). I chociaż najłatwiej o tym mówić w kontekście związków i relacji to jednak takie powielane schematy rozciągają się na różne obszary życia- sposób funkcjonowania w pracy, rodzinie, wśród przyjaciół (tu uwaga- na dobór przyjaciół). Zatem jak to się dzieje i dlaczego tak jest, że mimo że wiemy, że coś nam szkodzi to jednak fundujemy sobie tą kwaśną cytrynkę? I co ważniejsze- jak wybrnąć z tego zaklętego kręgu? Czy w ogóle się da?

    Rola nieświadomości

    I tutaj ważne jest odwołanie do ojca psychoanalizy (o ludzie, nie sądziłam, że kiedykolwiek to zrobię) – do Freuda i nieświadomości. Oczywistym jest dla każdego, że świadomie każda kobieta, która przykładowo miała ojca alkoholika będzie starała się znaleźć męża, który nie będzie miał tego problemu. Jednak gdyby to świadomość w 100% kształtowała życie człowieka prawdopodobnie mielibyśmy życie pełne perfekcjonistów i osób, które nie popełniają błędów. Jednak prawda jest taka, że nasze wczesnodziecięce doświadczenia, urazy, schematy (nie tylko te negatywne) zapisują się w naszej nieświadomości i w dużej mierze kierują naszymi wyborami.

    Czasem to co znane, choć zagrażające jest „bezpieczniejsze” niż to co nieznane, a dobre.

    Człowiek jest również istotą skomplikowaną i kierują nami różne motywy. Niekoniecznie są to zawsze motywy dobre, zarówno w stosunku do innych jak i do siebie. Pominę tutaj popędy agresywne jakie według Freuda istnieją w człowieku, jednak wydaje mi się, że coś w tym musi być 😉 Jaką przecież przyjemność ma osoba, która świadomie się dołuje i wprowadza w negatywny stan? A jednak tak się dzieje.

    Nie jest moim celem powiedzenie kobietom, które doświadczały przemocy od ojca, a później miały agresywnego męża, że same zgotowały sobie ten los. Jednak wydaje się, że pewne schematy traktowania przez osoby bliskie w dzieciństwie kształtują nasze wybory.  I tutaj powrócę znowu do wczesnych lat (choć może nawet powinnam napisać- miesięcy) życia dziecka. Otóż to właśnie wtedy kształtują się schematy relacji ja-inni, w kilku krótkich słowach- tu zachodzi programowanie, z którego później ciężko świadomie wybrnąć

    Tak więc to, jak traktowany/traktowana byłeś/byłaś w dzieciństwie zapisało się w Twojej nieświadomości jako wzorzec funkcjonowania w bliskiej relacji. A jak to się dzieje, że wybieramy osoby, które potem gotują nam ten sam los?

    Człowiek jest również istotą skomplikowaną i kierują nami różne motywy.

    Na poziomie świadomym osoby doświadczające przemocy (niech będzie- skupmy się dzisiaj na tym konkretnym przykładzie) pragną, aby druga osoba była inna, to pragnienie jest tak silne, że zwykle nie zauważają subtelnych sygnałów świadczących o tym, że „coś może być nie tak”, nie słyszą znajomych, przyjaciół mówiących, że może dokonujemy złego wyboru, nie widzą butelek pod łóżkiem, itp.

    I tutaj działa nasza nieświadomość, która wypiera trudne dla nas wiadomości- sygnał o tym, że nasz wybranek może nie być idealny dla naszej podświadomości jest zagrażający (chociaż paradoksalnie to ta świadoma część powinna raczej być zaniepokojona). Jednocześnie, w dużym uproszczeniu i znowu na poziomie nieświadomym człowiek jest tak skonstruowany, że dąży do powielania sytuacji i schematów z tego powodu, że funkcjonowanie w taki sposób jest nam znane.

    Głębsze wgryzanie się w temat może nas doprowadzić również do wniosku, że często dziecko odczuwa poczucie winy spowodowane sytuacją przemocy, czy alkoholizmu (tak, niestety tak to funkcjonuje, podobny problem spostrzegania dziecka obserwujemy również często w sytuacji rozwodu rodziców). I tak dziecko, które obserwuje sytuację przemocy w stosunku do swojej matki czy do siebie odczuwa, że to ono właśnie jest winne takiej sytuacji. Oczywiście dla świadomego dorosłego nie jest to prawdą. A ponieważ w człowieku istnieją zarówno popędy pozytywne jak i negatywne, na poziomie nieświadomym często chce on się po prostu ukarać za swoją winę – i tutaj rozwija się przed nami kolejna hipoteza dotycząca tego dlaczego wybieramy tak a nie inaczej. Jedno jest pewne- na nasze wybory, zachowania, chcemy czy nie chcemy wpływają relacje i zachowania osób dla nas najbliższych w okresie dzieciństwa, a ponieważ człowiekiem rządzą nie tylko świadome motywy, ale również te nieświadome, często mamy do czynienia z sytuacją kiedy te nieświadome chęci nie pokrywają się z tymi świadomymi.

    Jak wybrnąć z tego kręgu?

    Przede wszystkim uważność! Jeżeli Twój przyjaciel mówi Ci, sugeruje żebyś zastanowił/ zastanowiła się dwa razy- zrób to. Jeżeli widzisz butelki pod kanapą- nie łudź się, że to jednorazowa impreza. Jeżeli widzisz, że druga osoba jest agresywna, w stosunku do rodziców, zwierząt, byłych partnerów- nie oszukuj się, że będziesz wyjątkiem.

    Po drugie- autorefleksja. Jeżeli doświadczyłaś/ doświadczyłeś w Twojej opinii trudnych sytuacji w przeszłości- postaraj się z kimś porozmawiać. I chociaż nie namawiam Cię od razu do terapii, bo nie zawsze jest to potrzebne, to przemyśl czy nie warto z kimś przepracować swoich trudności.

    Skupiliśmy się dzisiaj na sytuacjach trudnych, przemocy czy alkoholizmie- jednak nie oznacza to, że powielanie schematów nie może dziać się w prostszych sytuacjach, czy przejawiać w konkretnych cechach partnerów, z którymi wchodzimy w związki. Możesz np. zawsze wybierać osoby, które mają określony sposób funkcjonowania i to również nie jest dla „świadomego Ciebie” satysfakcjonujące. Dziś więc zachęcam Cię do pomyślenia o swoich schematach działania i myślenia, może wynikną z tego jakieś wartościowe dla Ciebie przemyślenia i wnioski 😊

    Marta Dubowska

    poznajsiebie-psycholog.pl

     

  • in

    Przepis na brak miłości – 7 praktycznych wskazówek!

    UWAGA!
    Poniższy tekst został napisany w charakterze ironicznym, w związku z tym nie powinien być rozumiany dosłownie. Autor nie bierze odpowiedzialności za niewłaściwą interpretację zawartych w nim porad i wskazówek. W przypadku doświadczania objawów depresyjnych lub poważnych problemów emocjonalnych należy zawsze skonsultować się z psychologiem lub psychoterapeutą.

     

    Uważasz, że nie masz szczęścia w miłości? Los nieustannie podsuwa Ci samych najgorszych kandydatów? Każdego dnia powtarzasz sobie, że nie masz pojęcia jak odnaleźć w swoim życiu miłość? Jeżeli tak, to świetnie! W tym artykule dowiesz się jak podtrzymać nieszczęśliwą passę i sprawić, aby brak miłości całkowicie zawładnął Twoją egzystencją. Skoro czujesz, że miłość nie jest dla Ciebie, po co się oszukiwać? Lepiej pogodzić się z rzeczywistością i zostać absolutnym mistrzem nieudanych, powierzchownych relacji. W tym tekście poznasz siedem praktycznych wskazówek, które pomogą Ci osiągnąć Twój upragniony cel.

    1. Przyjmij postawę seksualną

    Pierwsza wskazówka jest bardzo prosta i niezwykle przyjemna! Polega ona na tym, abyś obracał się za każdą atrakcyjną osobą, którą mijasz (nawet jak jesteś aktualnie w związku!) i opisywał ją w swoich myślach tylko pod kątem fizycznym. Pozwalaj sobie na wybujałe fantazjowanie i raz na zawsze uwierz, że idealne ciało to idealny charakter i wieczna miłość!

    Aby skutecznie trenować postawę seksualną, oglądaj jak najwięcej reklam, teledysków i filmów, które są przepełnione powierzchowną seksualnością. Pamiętaj też o kolorowych czasopismach i nigdy nie daj sobie wmówić, że Ci piękni ludzie na okładkach, to tylko dzieło programu do obróbki zdjęć.

    Oni są prawdziwi, szczęśliwi i idealni. Jeżeli jesteś w związku, to koniecznie porównuj ich do swojego aktualnego partnera lub partnerki. Dzięki temu na pewno nie uda Ci się dostrzec, co w Twoim związku jest absolutnie wyjątkowe i niepowtarzalne. Świetnie, o to właśnie chodzi! Takie podejście to gwarancja braku miłości.

    2. Zakochuj się!

    Jeżeli znudzi Ci się trening postawy seksualnej, zawsze możesz przejść do strategii zakochiwania się. Polega ona na tym, abyś nieustannie tęskniła za stanem emocjonalnej ekscytacji, idealnej błogości i nazywała ten stan prawdziwą miłością! Dzięki myleniu zakochania z miłością zyskujemy pewność, że nigdy nie zobaczymy prawdziwej, realnej osoby, tylko zawsze wytwór swojej wyobraźni. Zakochanie sprawia, że ślepniemy i o to właśnie chodzi!

    Kiedy okres ekscytacji zacznie mijać, nie daj sobie wmówić, że to naturalne. Uznaj, że relacje damsko-męskie są głupie, skomplikowane i szkoda na nie czasu, bo zawsze są jakieś problemy. I koniecznie udostępnij swoje życiowe refleksje na Facebooku, tak aby inni mogli skorzystać z Twoich mądrości. I aby pamiętali, że lepiej Cię omijać.

    Pamiętaj też, aby nie obawiać się cierpienia. Stan zakochania zawsze możesz przenieść na inną osobę, wystarczy tylko znaleźć kogoś z podobnymi cechami charakteru. Jeżeli ktoś Cię zostawi lub zdradzi, to nie analizuj swojego zachowania w tej relacji, tylko jak najszybciej znajdź kolejny obiekt westchnień. Od razu poczujesz ulgę!

    3. Podkręcaj swoje obawy

    Jeżeli jesteś jedną z tych osób, która zaraz po rozpoczęciu nowej relacji zaczyna się obawiać, że znowu nic z tego nie wyjdzie, to świetnie. Taki schemat myślenia można bardzo skutecznie wykorzystać. W jaki sposób? Kiedy tylko w Twojej głowie pojawią się kolejne obawy, trzymaj się ich i powtarzaj sobie, że już znasz życie, że zawsze jest tak samo i nie ma sensu robić sobie jakichkolwiek nadziei. Dzięki powtarzaniu sobie takich sformułowań sama sprowadzisz do swojej relacji to, czego najbardziej się obawiasz. A co najlepsze – zrobisz to całkowicie nieświadomie. Tak niewiele wysiłku, a tak wspaniałe efekty!

    Pamiętaj jednak – nie mów o swoich obawach drugiej osobie. Jej zapewnienia miłości mogą sprawić, że poczujesz się bezpieczniej, a Twoje obawy zaczną znikać. Nie możesz do tego dopuścić, bo przecież te wszystkie obawy to wyraz Twojej życiowej mądrości. To wspaniały dar, który uchroni Cię przed niepotrzebnym cierpieniem. Nie ma więc sensu, abyś otwierał się przed drugą osobą. I tak nikt nigdy nie pozna Cię w pełni, więc po co nawet próbować?

    4. Brak miłości to brak sensu – uwierz w to!

    Przyjmij za fakt, że świat się na Ciebie uwziął i brak miłości w Twoim życiu jest wyrokiem losu. Powtarzaj też sobie, że życie bez miłości i bez związku jest całkowicie pozbawione sensu. To świetny sposób, aby zniechęcić do siebie wszystkie potencjalne kandydatki i kandydatów!

    Powtarzaj, że wszyscy faceci to świnie, a wszystkie kobiety kłamią i zdradzają. A szczęśliwe związki? To zawsze zaślepieni i fałszywi ludzie, którzy tylko udają przed innymi, bo nie potrafią być szczerzy i prawdziwi.

    Pamiętaj też, aby nie szukać sensu w innych sferach swojego życia. To zbyt niebezpieczne. Jak zaczniesz spełniać się w pracy lub rozwijać nowe pasje, możesz stać się tak pełną życia osobą, że jeszcze ktoś dostrzeże w Tobie to, co niepowtarzalne i wyjątkowe. Jeśli to zauważy, to niestety istnieje ogromne ryzyko, że spojrzy na Ciebie tak, jak jeszcze nikt inny nie spojrzał. Nie pozwól na to. Brak miłości to absolutny brak sensu – pamiętaj!

    5. Wykorzystuj dynamikę zazdrości

    Kiedy zaczynasz tworzyć z kimś bliski związek, od samego początku zacznij być zazdrosny. Czepiaj się o każdy, najmniejszy szczegół. Wypytuj, gdzie był i co robił, kiedy go nie było. Regularnie śledź jej aktywność na Facebooku i komentuj każdą reakcję związana z jakimkolwiek innym facetem. Sprawdzaj jego maile i smsy, a kiedy zacznie mówić, że to jego prywatna sprawa, koniecznie zastosuj strategię focha, połączoną z czarodziejskim zaklęciem „nic się nie stało”.

    Dzięki tym wszystkim zachowaniom uda Ci się tak bardzo zirytować i zdenerwować drugą osobę, że sama zdecyduje się od Ciebie odejść lub po prostu Cię zdradzi. W ten sposób znika szansa na pojawienie się miłości, a co najlepsze – za jej brak możesz całkowicie obwinić drugą osobę! Właśnie tak działa magiczna dynamika zazdrości. Wystarczy wyobrażać sobie najgorsze scenariusze, zachowywać się tak, jakby zaraz miały się wydarzyć, a po pewnym czasie one naprawdę pojawią się w Twojej relacji. Proste, prawda?

    6. Spędzaj czas z samotnymi, powierzchownymi ludźmi

    Jak głosi przysłowie: „z kim przystajesz, takim się stajesz”. Unikaj ludzi, którzy są w długoletnich, szczęśliwych związkach. Takie spotkania mogą zrodzić niepotrzebną konfrontację z głębszymi wartościami. Po co masz sobie uświadomić coś, co może zaboleć? Lepiej trzymać się tego, co pewne i sprawdzone.

    Trzymaj się zatem osób z postawą seksualną lub takich, którzy co chwile się zakochują i nieustannie zmieniają partnerów lub partnerki. Spotykajcie się w grupach, wyśmiewajcie potajemnie osoby, które są w związkach i napawajcie się swoim lepszym rozumieniem życia i relacji damsko-męskich. Kiedy tylko w grupie pojawi się ktoś z innymi poglądami, nie daj mu rozwinąć swoich wypowiedzi. Wykorzystaj ironiczny uśmiech, ciętą ripostę i obróć wszystko tak, aby to ta osoba wyszła na nudną i nieszczęśliwą.

    7. Zapomnij o duchowości drugiego człowieka

    Głównym celem wszystkich powyższych strategii jest powierzchowne postrzeganie istoty człowieka. Aby zagwarantować sobie brak miłości, nigdy nie możesz dostrzec w drugiej osobie tego, co jest w niej unikalne i wyjątkowe. Zawsze koncentruj się tylko na tym, co drugi człowiek „posiada”, czyli na jego cechach fizycznych i psychicznych. Nie pozwól, aby rozwinęło się w Tobie widzenie tego „kim jest” drugi człowiek w swojej wrodzonej niepowtarzalności.

    Bądź ostrożny, gdyż prawdziwa miłość funkcjonuje w wymiarze pozaczasowym. Kiedy raz dostrzeżesz w drugim człowieku jego głębie, nie będzie już możliwości powrotu. Emocjonalna ekscytacja nie będzie już tak samo ekscytująca, a postawa seksualna zacznie wydawać się płytka i upokarzająca.

    Co najgorsze, miłości nie można tak po prostu przenieść na inną osobę, gdyż zawsze jest jedyna i niepowtarzalna. Nie można doznać poczucia ulgi, znajdując kogoś podobnego, gdyż ktoś taki nie istnieje, gdy postrzegasz drugiego człowieka wielowymiarowo.

    Brak miłości jest więc bardziej bezpieczny, wygodny i łatwiejszy. Po co tęsknić za czymś tak nieuchwytnym jak miłość? Co z tego, że ktoś zacząłby kochać nas za to, kim jesteśmy, a nie jacy jesteśmy lub co posiadamy? Co z tego, że moglibyśmy tym samym obdarzyć drugą osobę i wzajemnie w ofiarowaniu tego daru wzrastać? Chyba za tym nie tęsknisz… prawda? (Zobacz: Czym jest prawdziwa miłość?)

  • in , ,

    Gdzie stoisz w relacji?

    Jedna z najbardziej wyzwalających realizacji w temacie związków jaka przyszła do mnie, napełniła mnie zrozumieniem, że partner „nie musi” być dla mnie wszystkim, moim całym światem.

    Większość filmów romantycznych pokazuje tylko taką miłość, przy której partnerzy nie potrafią bez siebie żyć, jak bez powietrza, czy jedzenia. Widzą i pragną tylko siebie i bez siebie są nieszczęśliwi.

    Kiedy oczekujesz od swojego partnera, żeby wypełnił sobą Twoją przestrzeń i zaspokoił wszelkie Twoje potrzeby, to kładziesz na niego ciężar, którego on nie jest w stanie utrzymać na dłużej, choć początkowo będzie się starał, bo względem Ciebie również będzie miał takie oczekiwania.

    Po jakimś czasie jednak wszystko się wali, a przecież miało być tak pięknie. Czułeś/aś się tak dobrze, tak błogo i bezpiecznie, bezwarunkowa miłość i akceptacja, w końcu to jest TO czego całe życie szukałeś/aś.

    Dlaczego taki związek na dłuższą metę nie może wytrwać w skowronkach i motylkach?

    Bo nie istnieje poza Twoimi ideami na temat tego jak taki idealny związek powinien wyglądać.

    W rzeczywistości nie ma związku, jest tylko marzenie, które chcesz, aby trwało, tak jak cudowny sen, z którego nie chcesz się obudzić. A jednak słońce wschodzi, robi się jaśniej i możesz spojrzeć na to jakie to naprawdę jest.

    Wtedy zaczyna się związek na trzeźwo, z wyboru lub przyzwyczajenia. Widzisz to czego wcześniej nie widziałeś/aś, denerwują Cię cechy i zachowania, które wcześniej Ci nie przeszkadzały, nagle zaczynasz słyszeć oceny „Jesteś taka sama jak moja matka”, „Jesteś taki jak mój ojciec” itd.

    Tak naprawdę oczekując od partera żeby był dla Ciebie wszystkim i zaspokajał wszystkie Twoje potrzeby, szukasz w nim rodzica (kobieta przeważnie ojca, mężczyzna przeważnie matki), za którym tęsknisz, którego chcesz być może uratować, z którym chcesz żeby było idealnie, tak jak zawsze tego chciałeś/aś, a nie było. Bo tego rodzica albo nie było fizycznie, albo był emocjonalnie niedostępny lub nie traktował Cię dobrze.

    Wtedy Twój partner służy Ci do zaspokojenia tej ogromnej tęsknoty, do naprawienia tego, co dla Ciebie było bolesne w relacji z rodzicem, a Ty służysz jemu. W swoich ramionach znowu jesteście jak dzieci w bezpiecznych ramionach rodziców.

    Ten proces odbywa się nieświadomie, dlatego mówi się, że często wybieramy takich partnerów jakimi byli nasi rodzice, mimo, iż zarzekamy się, że nigdy byśmy tego świadome nie zrobili.

    Jeżeli zdamy sobie sprawę z tego, że obarczamy naszych parterów tak ogromnym ciężarem i stawiamy ich w miejsce, które w ogóle do nich nie należy, to wtedy możemy wziąć odpowiedzialność za ten ruch i zająć się pracą nad relacją z rodzicami w swojej własnej przestrzeni.

    Wiele zmienia się w związku, kiedy spotykamy się w nim jako dorośli, którzy potrafią czerpać i zaspokajać swoje potrzeby z innych dziedzin życia. Jest nam jakoś lżej, prawdziwiej, bardziej przestrzennie.

    Kiedy kobieta jest zwykłą kobietą, a mężczyzna zwykłym mężczyzną, bez presji bycia idealnymi rodzicami dla siebie nawzajem, robi się łatwiej.

    Z tego miejsca, jest łatwiej wzrastać razem jako MY, gdyż bardziej świadomi jesteśmy gruntu, na którym chcemy budować, to co nowe.

    Schodzimy na ziemię z obłoków, z których wcześniej czy później i tak spadlibyśmy z wielkim hukiem, bo obłoki z racji swojej natury, „szlochając” wsiąkają w ziemię, aby odżywić to, co się rodzi na dłużej.

    Tęsknota za rodzicami, to taki cichy szloch, który szepta nam drogę z powrotem do nich. Szukamy ich w relacjach, zapominając, że z nich jesteśmy, że są w nas, i żaden romantyczny związek nie jest w stanie nam ich zastąpić bez zgrzytów.

    Jacykolwiek by nie byli ci zwyczajni rodzice, czy znałeś/aś ich czy nie, tacy byli właściwi, bo dali Ci życie, które teraz Ty możesz przekazać dalej, tak jak Ty chcesz.

    Im się udało z Tobą, za wszelką cenę, udało się, i swoją rolę wypełnili. Może nie tak jakbyś chciał/a, ale co Ty możesz wiedzieć o tym, jak im było trudno.

    Przy rodzicach zawsze jesteśmy dziećmi, przy partnerach dorosłymi, przy swoich dzieciach rodzicami.

    Kiedy znamy swoje miejsce w relacjach, jest nam w nich lżej.

    Moc Miłości,
    Malwina
    www.malwinastach.com

  • in

    Emocje towarzyszące wydatkom.

    Wchodzisz do sklepu, widzisz coś, co pięknie prezentowałoby się na Twojej sylwetce…tak chciałabyś się tym obdarować….z lekkim podenerwowaniem spoglądasz na doczepioną cenę…i nagle- zalewa Cię fala doskonale znanego Ci już uczucia…- ‘oj, jakie drogie…- myślisz…i z rozczarowaniem odkładasz ją z powrotem na butikową witrynę.

    Przechodzisz obok kuszącej aromatem świeżo palonej kawy kafejki…- chciałabyś się nią obdarować, spokojnie usiąść, podarować sobie ten czas dla siebie…zaciągając się jej wonią, czując spokój…ale…ponownie odwiedza Cię dobrze znany Ci już głos, przyjaciel narastającego uczucia dyskomfortu…a wszystko zainicjowane jednym niewinnym przekonaniem ‘nie zasługuję’…

    Wracasz do domu, na stole leżą proszące o uwagę niepootwierane koperty…napawa Cię lęk…-porównywalny do tego, jaki czuje stojący na skraju przepaści człowiek…a to tylko koperty…

    coś jednak Ci podpowiada, że ich otwarcie równa się mierzeniu z kolejnymi liczbami, niechętnie przyjmowanymi co miesięcznymi opłatami, których- tak naprawdę wolałabyś nigdy nie czuć i nie widzieć…

    A co z tymi wakacyjnymi planami…weekendowymi wyskokami w góry, czy nad morze…robieniem tego, co kochasz…

    Wiesz co daje Ci radość, ale…myśl o tym zazwyczaj wiąże się z myślą o kolejnych wydatkach- raz po raz- wybierasz więc, by marzenia czekały…na kiedy…? …na lepsze jutro!

    Czujesz to…? Znasz te napawające dyskomfortem doznania…?

    I dla mnie nie są one obce. Niegdyś miały nade mną kontrolę, paraliżowały…dziś- po prostu się do nich uśmiecham i robię swoje.

    Mogłabym teraz zacząć pisać o zaufaniu- do siebie i do życia…o budowaniu w sobie pozytywnego nastawienia, spodziewania się tego, że wszystko zawsze będzie dobrze, że życie się Tobą opiekuje…

    Mogłabym podać tu kilka otwierających Cię na obfitość afirmacji, zaproponować wizualizację, podzielić się zwiększające finansowe przypływy techniką…mogłabym, ale…-

    dopóki nie rozpoznasz Twojej własnej, codziennej relacji z Twoim przyjacielem (lub też wrogiem) pieniądzem…- trudno będzie Ci ruszyć z miejsca częstego braku i otworzyć na nieograniczoną, absolutnie należącą Ci się od życia obfitość.

    Dlaczego?

    Bo pieniądz to nie tylko odświętny gość w Twoim życiu, ktoś kogo możesz nauczyć się sporadycznie tolerować, a potem zapomnieć aż do następnego spotkania.

    Pieniądz- czy Ci się to podoba czy nie- to część Twojego życia. Nawet jeśli go negujesz to…- fakt faktem nasz obecny system jest skonstruowany wokół jego ciągłej wymiany i w konsekwencji- potrzebujesz pieniędzy, by realizować swoje zamierzenia i doświadczać całej palety życia.

    Twoja relacja z pieniądzem jest więc kluczowa jeśli pragniesz żyć w finansowej obfitości, czyli- swobodnie operować swoimi finansami i dawać sobie to, czego obecnie pragniesz czy potrzebujesz.

    Nie chcę tu wchodzić w żadne duchowo- energetyczne wywody, ale…przekładając to, co staram się tu przekazać na prosty, codzienny język- emocje, które odczuwasz obcując z pieniądzem są związane z Twoją mentalnością braku lub dostatku, która z kolei bezpośrednio wpływa na stan Twojego portfela.

    Od czego więc zacząć, by zmienić swe nastawienie do pieniądza?

    Zarówno w moim autorskim programie o pieniądzu Kurs Przyciągania Pieniędzy, jak i we własnym codziennym życiu proponuję, by najpierw przyjrzeć się odczuciom, które towarzyszą Ci gdy myślisz o pieniądzu lub dysponujesz finansami.

    Zastanów się, poczuj…- czy jest to docenienie, czy też może lęk, poczucie winy, złość, a może zadowolenie…?

    Od tego dziś zaczniemy…świadomość jest bowiem pierwszym, najważniejszym krokiem ku nowej, lepszej jakości życia. Nie da się jej pominąć.

    Zauważ więc, a następnie zreflektuj- w co takiego wierzysz na temat pieniądza- skoro czujesz to, co czujesz?

    Widzisz już swoje emocje, rozpoznajesz główne przekonania….- cudownie!

    gdy znów niebawem Cię odwiedzę- pójdziemy o krok dalej…ale o tym- już następnym razem…

     

    Chcesz raz i porządnie przyglądnąć się swojej relacji z pieniądzem, a następnie otworzyć na coraz to większą obfitość finansową?

    Przyłącz się do jedynej w roku edycji Kursu Przyciągania Pieniędzy, zaczynamy już 20 listopada.

    Przyłącz się tutaj: Kurs Przyciągania Pieniędzy

  • in , , , ,

    O czym mówią Twoje sny? Czy sny to Ty?

    Czy warto zajmować się analizowaniem snów? Czy – jak sądził Freud – są one „królewską drogą do nieświadomości” czy raczej królewską drogą do poznania siebie?

     

    Funkcje marzeń sennych

    Obecny stan wiedzy nie pozwala stwierdzić ze stuprocentową pewnością dlaczego śnimy. Niektórzy sugerują, że marzenia senne wyrażają nieuświadamiane życzenia, inni przypisują snom znaczenie fizjologiczne, a jeszcze inni sądzą, że rola snów polega na przetwarzaniu w mózgu informacji i emocji. Trudno byłoby jednak uwierzyć, że zjawisko tak bogate i twórcze jak marzenie senne, nie służy żadnemu celowi. Istnieje wiele teorii tłumaczących funkcje marzeń sennych, takich jak: spełnianie życzeń, ochrona przed obudzeniem się, fizjologiczne pobudzenie mózgu czy przetwarzanie informacji lub emocji z życia na jawie. Sny mogą spełniać pewne zadania fizjologiczne czy związane z odbieraniem wrażeń (jak np. w teorii przypadkowej aktywacji albo koncepcji, że różne części mózgu są utrzymywane w pogotowiu do pracy), ale równocześnie mogą odgrywać rolę psychologiczną (na przykład pomagać w rozwiązywaniu problemów).

     

    Korzyści z pracy z marzeniami sennymi w terapii

    Nawet jeśli założylibyśmy, że sny nie spełniają żadnych zadań psychologicznych, to analizowanie ich i tak może przynosić korzyści. Ze względu na to, że marzenia senne odzwierciedlają życie na jawie, śniący może je wykorzystać dla lepszego zrozumienia samego siebie. Niezależnie więc od tego, jakie są „prawdziwe” funkcje marzeń sennych, warto jest je czasem przeanalizować.

    Pracę ze snem można porównać do właściciela domu, który mając do dyspozycji cały budynek zamieszkuje jedynie strych. Zadanie osoby analizującej sny razem z ich autorem polega na tym, aby pomóc śniącemu poznać cały dom i otoczenie.

    Zastanawianie się nad snami umożliwia podróże w nieznane obszary psyche. Autor snu z korzyścią dla siebie zawsze może sobie odpowiedzieć na następujące pytania: Jaki wniosek płynie z przeanalizowanego snu? W jaki sposób mogę go wcielić w życie? Co się dzięki temu zmieni na lepsze? Ponadto, praca ze snem jest okazją do autoanalizy i prowadzi do poszerzenia wiedzy o samym sobie. Dzięki pracy ze snami autor snu poznaje przyczyny swoich reakcji na codzienne sytuacje na jawie. Zwiększa samoakceptację, przyczynia się do lepszej orientacji we własnych emocjach i w sytuacji życiowej. Osoby rozumiejące swoje sny, oprócz lepszej orientacji we własnym życiu psychicznym, zyskują większą pewność siebie. Marzenia senne są dla nich zachętą do eksperymentowania z nowymi sposobami zachowania. Nawet jeśli są to sny przykre, to umożliwiają poznanie nowej jakości, czasem tłumionego aspektu osobowości, co mobilizuje do pracy nad sobą.

     

    Jak kiedyś interpretowano marzenia senne

    Powstawanie marzeń sennych tłumaczono rozmaicie. Według starożytnych, powstawały one niezależnie od osoby śniącego i były zsyłane przez bogów czy demony. Kiedyś tłumaczeniem snów zajmowali się wróże i kapłani, których funkcje stopniowo zaczęły przejmować senniki. Zarówno Hipokrates, jak i Platon wierzyli, że marzenia senne spełniają funkcje psychologiczne. Według Platona, podczas snu nasza zdolność do rozumowania zostaje zawieszona, a wszelkie namiętności i pragnienia wybuchają z pełną mocą. Podobną hipotezę wysunął Freud, który uważał, że marzenia senne wynikają ze zjawisk psychicznych, są wywoływane przez nieświadome i nieakceptowane życzenia, uwalniane podczas snu.

     

    Kilka teorii interpretacji marzeń sennych (psychoanaliza, psychologia Gestalt, psychologia egzystencjalna)

    Klasyczna psychoanaliza była impulsem do psychologicznej analizy marzeń sennych. Freud uważał, że sny są „królewską drogą do nieświadomości”. Twierdził, że sen jest zaszyfrowaną „wypowiedzią” nieświadomości, a praca analityka stanowi próbę odwrócenia pracy snu. Za główne źródła marzeń sennych uważane są tutaj: dzieciństwo, pozostałości przeżyć z dnia codziennego, bodźce fizyczne i wyparte pragnienia. Według psychoanalizy sny, nawet te uważane przez nas za absurdalne, zaspokajają niezrealizowane na jawie pragnienia oraz mają znaczenie psychologiczne.

    Według psychologii Gestalt, sny odzwierciedlają niedokończone sytuacje śniącego (tzw. „niedomknięte figury”), stosowane „uniki” i pomijanie. Rolą terapeuty jest dostarczenie informacji zwrotnych na osobiste reakcje i przeżycia śniącego oraz dostarczenie „lustra” dla wszelkich elementów snu.

    W psychologii egzystencjalnej wartość terapeutyczna snów polega na tym, że wywierają one presję na śniącego, są doświadczane jako rzeczywiste, mogą ukierunkowywać na przyszłość i dotyczyć niezrealizowanych możliwości. Sen pokazuje przede wszystkim rzeczywiste przeżycia, postawy i reakcje człowieka, ale też ukazuje istotne braki w jego życiu.

     

    Czy zajmowanie się snami ma jakiś cel?

    W nauce od lat ścierają się ze sobą różne spojrzenia na kwestię marzeń sennych. Najbardziej radykalny pogląd odmawia marzeniom sennym „wartości zjawiska psychicznego”, zaliczając je tym samym do sfery cielesnej. Jego wyznawcy uważają, iż nasze sny wywołane są bodźcami organicznymi działającymi na śpiącego z zewnątrz lub powstającymi przypadkowo w jego narządach wewnętrznych. Także wielu współczesnych naukowców i psychologów lekceważy duchowy aspekt snów, niektórzy uważają je nawet za „mentalny śmietnik”. Niektórzy terapeuci zdają sobie sprawę z wagi marzeń sennych, ale nie zawsze potrafią właściwie je analizować, gdyż brak im treningu czy wiedzy o tym, jak włączyć do terapii pracę ze snami. Wiele osób sądzi na przykład, że interpretowanie marzeń sennych jest domeną psychoanalityków lub że odrywa ludzi od problemów istniejących na jawie. Niektórzy zaś są przekonani, że praca ze snami jest możliwa tylko w trakcie długotrwałej terapii, gdyż odkrycie wszystkich utajonych znaczeń zajmuje wiele czasu. Według klasycznej teorii Freuda „sen jest spełnieniem życzenia”. Jako polemikę z teorią Freuda proponowano nowe hipotezy, na przykład oparte na badaniach z dziedziny neurobiologii śnienia. Głosiły one, że powstawanie i charakterystyczne cechy marzeń sennych można wyjaśnić zjawiskami fizjologicznymi, zachodzącymi podczas fazy REM.

     

    Interpretowanie snów: z pomocą terapeuty czy samodzielnie?

    Czy autor snu potrzebuje innych, a zwłaszcza analityka, aby mógł dotrzeć do znaczenia swoich snów? Z pewnością łatwiej jest próbować zrozumieć sen z pomocą terapeuty, który zapewnia odpowiednie wsparcie i zachętę, pomagając w roztrząsaniu bolesnych spraw. Człowiek zdany na samego siebie skłonny jest unikać trudnych wątków, pomijać bolesne aspekty czy odmawiać snom jakiegokolwiek znaczenia. Często brakuje mu samodyscypliny koniecznej do systematycznego „przerabiania” marzeń sennych, gotów jest opuszczać istotne etapy procesu interpretacji. Ponadto marzenia senne często wywołują przykre wspomnienia, z którymi trudno jest sobie poradzić. Współpraca z doświadczonym terapeutą może przynieść wiele korzyści, szczególnie podczas pierwszych prób z marzeniami sennymi, w wypadku snów nawracających czy niepokojących. Nie znaczy to jednak, że próby autoanalizy nie mają sensu. Ważne jest jednak, aby być świadomym ograniczeń, jakie one ze sobą niosą.

     

    Tylko Ty znasz drogę do znaczenia swojego snu

    Badania nad interpretacją marzeń sennych pozostawiają jeszcze wiele nierozstrzygniętych pytań. Wiele problemów z tej dziedziny wciąż jeszcze czeka na rozwiązanie. Niezależnie od danej teorii czy podejścia warto pamiętać, że znaczenie marzenia sennego jest zawsze indywidualne. Oznacza to, że podczas jego interpretowania nie można polegać na sennikach czy standardowej symbolice. Jeśli interpretujemy sen z pomocą terapeuty, powinien on występować w roli przewodnika i współpracownika, a nie eksperta, który najlepiej zna sens marzenia sennego pacjenta.

  • in , , , ,

    Fenomen splotu ludzkich istnień

    We właściwej godzinie, na właściwej drodze, we właściwym miejscu-  właściwe zdarzenie, właściwy człowiek,  właściwe słowo…

    Czy zastanawialiście się kiedyś nad  „przypadkowym spotkaniem”, które, jak się później okazało zupełnie nie było przypadkiem? Było bowiem przeznaczone, choć to słowo brzmi banalnie. I niekoniecznie mam tu na myśli spotkanie kobiety z mężczyzną w formie romantycznej Miłości.

    Chodzi mi o cud. Cud, który choć raz spotka każdego człowieka…

    Jesteśmy na rozstaju dróg. Ślepi i zagubieni, nie wiemy dokąd iść, rządzą Nami zwątpienie, smutek i bezsilność. To jak zawieszenie w próżni. Nic Nas nie cieszy, nie wierzymy w poprawę Naszego losu w obecnej sytuacji. Wtedy niespodziewanie … Ktoś chwyta Nas za rękę. Prowadzi. My choć ślepi, doznajemy wewnętrznego Oświecenia. Tym Oświeceniem jest świadomość poczucia bezpieczeństwa i wreszcie, odnalezienie kierunku drogi, na obranie której, wcześniej nie mieliśmy odwagi. Nagle ten Ktoś, jest jakby odpowiedzią na Nasze wszystkie pytania, wypełnieniem smutnej pustki w której tkwiliśmy. To jak dobra dusza, przewodnik lub anioł w ludzkiej postaci, który daje wskazówkę, na którą czekaliśmy tak długo. Staje się nieważne, że ten Ktoś tak naprawdę jest dla Nas obcą osobą. Może też być Nam znany całe życie, ale tak naprawdę niepoznany w pełni. Mimo takich okoliczności rodzi się niesamowita nić porozumienia, niezrozumiała, wyjątkowa. To coś, czego nie potrafimy określić, nazwać słowami, lecz odczuwamy cudowną radość i poczucie więzi z tym konkretnym człowiekiem. W  nadzwyczajny sposób powstaje głęboka Przyjaźń i chociaż relacja ta może będzie krótka, może tak do końca niewyjaśniona- Osoba ta diametralnie odmieni Nas lub Nasze życie i  pozostanie na zawsze w Naszym sercu.

    Do rozważań na ten temat zainspirował mnie film, który miałam okazję obejrzeć :

    „Intouchables- Nietykalni”    http://www.filmweb.pl/film/Nietykalni-2011-583390   warto spojrzeć.

    Powiem szczerze- nie byłam przekonana- francuskie kino do tego komedia, ale cóż sprawdzimy. Jak się później okazało  film złudnie opisany jako komedia- nie był komedią w pełnym sensie tego słowa. Po zakończonym seansie- musiałam chwilkę dojść do siebie. Co czułam: wzruszenie, wewnętrzny spokój, ale też miałam głowę pełną myśli.  Pomyślałam wtedy- w czym tkwi fenomen splotu ludzkich istnień? Dlaczego tak bardzo potrzebujemy drugiego człowieka- mentora, który wskaże Nam drogę?

    Zauważcie też, że zazwyczaj jest to obustronne. Nagle dwoje ludzi NIEprzypadkowo nawiązuje dialog, z którego korzyści ponoszą oboje.  Jest to coś jak Oświecenie. Potrzeba wzajemnego kontaktu- która leczy duszę. Leczy z całego syfu, który tkwi gdzieś głęboko w podświadomości- pozwala zapomnieć, spojrzeć z innej perspektywy.

    O tym też opowiada ten film. Dwoje ludzi nagle zostaje do siebie przyciągniętych przez hmmm…można nazwać to jak chcecie- los, przeznaczenie, Bóg lub też podobne myśli, wzajemne uzupełnienie się, doskonałość. Nieważne co- ważny jest wynik tego spotkania.

    Radość, akceptacja, świeżość myśli. BEZPIECZEŃSTWO.PRZYJAŹŃ. SZCZĘŚCIE.

    O tym jest ta opowieść- o cudzie spotkania. O cudzie uzupełniania się. O cudzie wzajemnej od siebie nauki życia.  Fabuła- w dodatku oparta na prawdziwej historii, doskonały dobór aktorów, świetnie wyreżyserowany film, piękne zdjęcia i muzyka, która dosłownie gra na emocjach duszy, to wszystko tworzy taki klimat, że czujemy to, co czują bohaterowie i razem z Nimi przeżywamy wszystkie wydarzenia. Młody, zdrowy, biedny chłopak i milioner w kwiecie wieku, sparaliżowany inwalida na wózku, całkowicie uzależniony od innych w najprostszych czynnościach. Ich drogi przecinają się w chwili gdy oboje tego potrzebują. Z pozoru paradoksalna relacja przeradza się w cud. Cud ludzkich więzi. Fenomen spotkań.

    Zapraszam każdego z otwartą duszą do obejrzenia filmu, który w cudownie prawdziwy sposób traktuje o życiu. Rzeczywiście bawi i wzrusza. Każdy, kto będzie go oglądał  odczuje na zmianę śmiech i łzy- tak naturalnie jak naturalnie występuje to w życiu.

    Jak dla mnie jest to jeden z najpiękniejszych filmów, jaki oglądałam- zachęcam!!!

    Czy Wam zdarzyło się kiedyś spotkać taką osobę? Co czuliście? Co z tego wynikło?

    Ja tymczasem dziękuję wszystkim Osobom, które spotkałam w moim życiu i które dały mi możliwość przeżycia takich emocji o których dziś Wam opowiedziałam. Dziękuję:)

    Dziękuję i pozdrawiam

    Calaike

  • in

    Nadzieja – o jej fenomenie i jak ją w sobie wzbudzić, cz. 2

    Nadzieja z punktu psychologicznego

    W poprzednim artykule pisałam o tym, jak ważna jest nadzieja i jak bardzo potrafi zmieniać sposób patrzenia i w efekcie rzeczywistość (i to nie za pomocą „czarów marów”). Mówiłam o tym, że spotykamy się z nią na każdym kroku, w mniejszych i większych sprawach. Jest nadzieją na sukces i nadzieją, na poprawę aktualnej sytuacji. Pisałam również o motywacji i jak wiąże się ona właśnie z nadzieją. Dzisiaj trochę więcej o tym ostatnim, ale też o tym jak patrzy na nadzieję współczesna psychologia. To co opiszę to tak naprawdę wierzchołek góry lodowej, ponieważ jak się przekonałam analizując materiały, z pojęciem tym wiąże się naprawdę szereg teorii.

    Analiza: czas start!

    Tutaj muszę wspomnieć o tym, że koncepcji i sposobów patrzenia na nadzieję w psychologii jest bardzo dużo. Różne szkoły i nurty podchodzą do niej inaczej, przedstawiana jest od skrajności – raz jako emocja, a raz sprowadzona do procesu fizjologicznego.

    Tak naprawdę każda z tych teorii podkreśla głównie jeden czynnik trochę pomijając drugi. To moim zdaniem wpływa na to, że nie są one kompletne. Nadzieję nie do końca da się ubrać w słowa (moim zdaniem przynajmniej).

    Jedną z koncepcji, która jest mi bliska jest pogląd, że to uczucie pozytywne – będące przeciwieństwem obawy – reguluje zachowanie jednostki i pełni funkcje motywacyjne. I to jest właśnie to o czym pisałam we wcześniejszym artykule(odnosząc się do motywacji).

    Przyjrzyjmy się jednak pierwszej części tego poglądu. Patrzenie na nadzieję tylko jako na coś co jest zaprzeczeniem czegoś negatywnego, brzmi trochę ubogo. Prawda? Nadzieja owszem, reguluje zachowaniem jednostki, ale do tego dochodzi wiele innych czynników, np. nieświadomość (moja ulubiona) i związane z nią popędy czy pragnienia.

    Idźmy więc dalej…

    Można również patrzeć na nadzieję poprzez definicję Snydera. Jest ona prosta i użyteczna. Zwłaszcza jeśli mówimy o tworzeniu na jej podstawie programów motywacyjnych.

    Dlaczego? Ponieważ według niej nadzieja obejmuje trzy zintegrowane ze sobą elementy: cel, motywację oraz drogę do celu.

    I tutaj z powrotem możemy wrócić do sportowców i szczególnej formy nadziei, która zaczyna się właśnie od założonego celu. Obejmuje również bezsprzecznie dwa kolejne, wymienione wyżej aspekty. Takie patrzenie na nadzieję jednak nie odnosi się tylko osób ćwiczących. To przykład, który sam się nasuwa przy takim sposobie patrzenia. Snyder w swojej definicji idzie o krok dalej i przedstawia ją jako sposób myślenia, którego można się nauczyć. To czyni ją już bardziej dostępną dla każdego z nas. Można powiedzieć, że możemy nauczyć się ją mieć „na zawołanie”.

    Łatwo brzmi, trudniej wykonać?

    Poniżej kilka rad, jakie dostajemy od współczesnej psychologii.

    • Po pierwsze możemy uczyć się umiejętności planowania. Będzie to z jednej strony pomocne w trakcie opracowywania sposobów osiągania swoich celów. Z drugiej przygotuje nas na ewentualne trudności i znajdowanie wyjść awaryjnych w takich właśnie sytuacjach.
    • Dodatkowo można przyjmować strategię szczegółowego przyglądania się swoim celom i weryfikowania ich na bieżąco. Co to oznacza? Przede wszystkim wypracowanie w sobie umiejętności zadawania pytań:

    – „Czy to czego chcę, jest naprawdę tym czego chcę?” Może być tak, że chcemy pewnych rzeczy i stają się one dla nas celem nie z własnych pobudek, ale z powodu oczekiwań innych.

    – „Czy wszystkie moje cele są równie ważne?”

    – „Jak mogę osiągnąć pożądany cel na trzy różne sposoby?”

    – „Czy wybrane (i realizowane aktualnie) metody osiągnięcia celu przybliżają mnie do tego celu?”

    – „Czy są skuteczne? Jak inaczej mógłbym próbować osiągnąć wybrany cel?

    • Trzecia strategia to wzmacnianie wytrwałości w działaniu. Z pomocą przychodzą nam tutaj różne ćwiczenia, np. poszukiwanie w pamięci dowodów na to, że potrafię osiągnąć wybrane cele, odpowiednio je wybierać, a także, że daję sobie radę z trudnościami.

    Te trzy strategie wymagają jednak chwili skupienia i refleksji. Tego, żebyśmy mogli zdać sobie sprawę z ewentualnych swoich braków. Warto też pamiętać, że nadzieja ujęta jako sposób myślenia i ćwiczenie jej tylko w taki sposób może być zubożone o uczucia, które niewątpliwie pojawiają się w życiu w różnych sytuacjach. Czasem trudno nad nimi zapanować, nie można też udawać, że nie istnieją. Dlatego też jako kolejne ćwiczenie dodałabym pracę nad rozumieniem i wyrażaniem emocji, które często świadomie i nieświadomie blokujemy.

    O nadziei w teorii ciąg dalszy…

    Według jednej z koncepcji wyróżniamy nadzieję pasywną i aktywną jeśli za kryterium bierzemy zachowanie człowieka. Mamy też nadzieję partykularną (pojedynczą) i generalną (ogólną).

    Nadzieja pasywna – odnosi się do tego rodzaju zachowania, w którym człowiek jest bierny. Wierzy, że po okresie takiego oczekiwania osiągnie pożądany wynik. Sytuacja sama się tutaj rozwiąże i nie wymaga z jego strony dodatkowej aktywności.

    Nadzieja aktywna – jest przeciwieństwem tej opisanej powyżej. To przekonanie, że dzięki umiejętności wykonywania zadań i dzięki silnej motywacji, inicjującej i podtrzymującej działanie można osiągnąć zamierzony cel.

    Nadzieja partykularna (pojedyncza) – jest ściśle związana z określonym celem, który chcemy osiągnąć, w określonym miejscu, czasie i z określonym prawdopodobieństwem.

    Nadzieja generalna (ogólna) – „nie ma miejsca i daty”. To trwałe ogólne przekonanie, że w przyszłości bliższej lub dalszej, wydarzą się nowe, ważne rzeczy, które będą nasycone pozytywnymi wartościami i dobrami.

    Jak widać sposobów patrzenia na nadzieję jest dużo, zależne są od sytuacji i od osoby. Ona sama jest „zjawiskiem” bogatym, które potrafi wyrażać się na różne sposoby. Te ostatnie zależą również od stopnia trudności dla człowieka. Czym innym jest nadzieja dla sportowca dążącego do celu, czym innym dla osoby chorej, a jeszcze innym dla kogoś zakochanego. Nikt jednak nie podważy tego, że potrafi nas uskrzydlać, motywować do działania, dawać wiarę i wspierać w sytuacjach trudnych. Czasem też jest naszą ostatnią deską ratunku.

    Niezależnie jednak od sytuacji każdemu czytelnikowi życzę, aby potrafił czerpać siłę z nadziei i patrzeć z optymizmem na świat (życzę więc dużej „nadziei generalnej”) 😉

    Marta Dubowska

    Blog Poznaj Siebie

  • in , , ,

    Zmiany

    Życie czasem bywa ironiczne. Żyjemy ze złudną świadomością stabilizacji, w rzekomo poukładanym świecie. Kieruje Nami rutyna i przyzwyczajenie. Wydaje Nam się, że wszystko będzie już stałe i na zawsze. Nasza osobowość, praca, związek, zdrowie.  Łudzimy się, że jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłość- przyszłe życie. Można powiedzieć, żyjemy w kłamstwie, które sami stworzyliśmy. Myślimy, że wszystko do czego doszliśmy- w momencie, gdy już to osiągnęliśmy- będzie z Nami po kres.

    Czasem jednak, w pewnym momencie, Nasz sowicie budowany latami zamek – okazuje się być zamkiem z piasku. Dopiero wtedy, gdy ewidentnie stracimy kontrolę nad swoim życiem, orientujemy się, że zamek ten runął doszczętnie a my spadamy w dół.  Nowa sytuacja budzi w Nas strach i bezsilność. Znajdujemy się gdzieś, gdzie nigdy nie byliśmy. Będąc na samym dnie, przychodzą Nam do głowy w pierwszej kolejności słowa:  -nie tak przecież miało być!?

    A może właśnie miało ?

    Zmiany są różne, czasem przemyślane, często nagłe i niespodziewane. Bezwzględnie jednak są  rewolucją w Naszym życiu.

    Czasem, przypadkowo, idziemy na spacer  z psem,może czytamy książkę, słuchamy muzyki, albo ktoś wypowie kilka słów w Naszej obecności  i doznajemy olśnieniaDostrzegamy coś, czego wcześniej nie widzieliśmy, choć było to oczywiste.  Jest to znak, który działa jak lawina i motywuje Nas do zmian. Przypomina mi się tutaj historia koleżanki, która opowiadając o przyczynie zakończenia związku powiedziała, że po prostu pewnego dnia obudziła się przy swoim ówczesnym facecie ze świadomością, że już nic do niego nie czuje. I rozstali się. Dziś jest szczęśliwa u boku kogoś innego.

    Innym razem chęć zmiany odczuwamy już od dłuższego czasu, wiemy, że coś jest nie tak, ale wytrzymujemy jakoś, bo jesteśmy opleceni w różne zależności. Może tak być np. z pracą, w której tkwimy ze względów czysto finansowych. Każdego dnia, idąc do niej, przeżywamy stres i zniechęcenie,  ciągle marzymy o weekendzie, a w niedzielę wieczór pojawia się frustracja i nerwy, bo w poniedziałek znowu trzeba iść do robotyyyyyyy . W pewnym momencie jednak, jakaś błaha rzecz, przelewa czarę goryczy. Przerasta to Nas, i Nasze siły i ni stąd, ni zowąd- rzucamy wszystko i odchodzimy. Tak samo może być ze związkiem.  Po prostu już nie wytrzymujemy pewnych spraw i zrywamy kontakt . Uświadamiamy sobie, że dla Naszego zdrowia lepiej jest odpuścić niż walczyć.

    Zdarza się, że jakaś sytuacja zmienia Nas samych niespodziewanie, poprzez wydarzenia traumatyczne.  Mogą one w ogólnym rozrachunku  Nas umocnić, albo złamać. Bezwzględnie jednak  mają na Nas kluczowy wpływ, narzucają nową perspektywę,  kształtują Nasz charakter oraz podejście do życia.

    Raz my jesteśmy prowodyrami  zmian, podejmujemy decyzję o zmianie pracy, zmianie siebie czy rozstaniu. Innym razem jesteśmy tylko „ofiarą”, to szef Nas zwalnia, życie zaczyna wymagać od Nas refleksu, a może to ktoś Nas rzuca, czy też sytuacja w kraju wymusza podjęcie działania. Wszystko to wiąże się jednak ze ZMIANĄ. Jest ona bodźcem do tego, by odkryć życie na nowo, by spojrzeć z zupełnie innej perspektywy na otaczający Nas świat.

    Każdego dnia mamy wybór- zmienić coś w Naszym życiu, lub tkwić w czymś, choć wcale nie jesteśmy szczęśliwi.

    Nie ma takiej opcji, żeby wszystko było zawsze takie samo. Nie ma takiej opcji, że  w momencie gdy kogoś poznajemy i zbudujemy sobie w głowie obraz tej osoby- to po kilku latach będzie ona identyczna.  Nie ma… a jeśli w to wierzymy, żyjemy fikcją.

    Jakie są najczęstsze przyczyny kłótni? Wystarczy przytoczyć jedno zdanie : ”Zmieniłaś/eś się, nie byłaś/eś taki wcześniej”. Zdanie wypowiedziane  z jadem, pełne goryczy, które podkreśla tylko brak świadomości osoby je wypowiadającej. Pamiętajmy, że wszystko się zmienia, wszystko płynie.  Każdego dnia człowiek doświadcza i wyciąga wnioski(przynajmniej powinien).

    Nie możemy oczekiwać od drugiej osoby, że zawsze będzie robić to samo, myśleć to samo, czuć to samo.  Każdy ma prawo do bycia szczęśliwym , prawo  by rozwijać się duchowo, zawodowo, psychologicznie. Jeśli  chce tego- zmieni swoje życie i punkt widzenia.  Kwestia chęci oraz nastawienia.

    Są jeszcze inne aspekty dotyczące ZMIAN a o których należy wspomnieć. Przede wszystkim jak mówi się : „Świata nie da się zmienić- zmienić można tylko siebie”. Oznacza to, pomijając fakt, że NIE JESTEŚMY W STANIE KOGOŚ ZMIENIĆ, to nawet NIE WOLNO Nam OCZEKIWAĆ, że ktoś się zmieni dla Nas. Myślenie tego typu niestety często spotykane- niestety kończy się rozczarowaniem. Poznajemy kogoś, podoba Nam się, ale są cechy, które uważamy za wady, choćby np. palenie papierosów. Oczekujemy od tej osobie,że  po pewnym czasie dla NAS to coś się zmieni. Guzik! Nie ma takiej opcji, chyba, że ona sama zechce szczerze to zrobić:) Naprawdę ,naprawdę NIE MA OPCJI, żeby ktoś się zmienił dla Nas bo MY tego chcemy….

    Kolejną rzeczą jest to, że są pewne sprawy, cechy, zachowania, które NIGDY się nie zmienią- niestety. Możemy się łudzić, że ktoś lub coś kiedyś samoistnie się zmieni, lub my sami nagle bez wysiłku się odmienimy. Jest to jednak tylko myślenie życzeniowe. Niestety. Są pewne sprawy, zakorzenione w Nas tak głęboko, że tylko specjalista(psychoterapeuta) jest w stanie UŚWIADOMIĆ Nam schematy, w których działamy i dopiero to jest kluczem do ZMIANY. Aby jednak iść do specjalisty, sami musimy odczuć wewnętrzną zgodę na takie działanie, musimy chcieć…. Nic na siłę. Przypomina mi to trochę, znane wszystkim historie o kobietach, nad którymi mężczyzna stosował przemoc psychiczną lub fizyczną. Ranił taką panią, później jednak przepraszał, a ona wybaczała…Wmawiając sobie, że przecież on się zmieni- po roku, po pięciu latach, po ślubie, po urodzeniu dziecka. Często się nie myliła, z tą różnicą, że on owszem zmieniał się, ale na gorsze…  Heh…

    Myślę , że każdy z Nas przynajmniej raz w życiu- przechodzi diametralną ZMIANĘ, taką wewnętrzną jaki i zewnętrzną rewolucję.

    Ktoś może zapytać, po co? Czyż nie moglibyśmy sobie, po prostu żyć ot tak, bez stresu, mając poukładane życie? Odpowiedź nasuwa mi się taka:  Zmiany pobudzają Nas do działania, uczą dostrzegać piękno życia, uczą doceniać to, czego nie docenialiśmy(nie tylko w dosłownym znaczeniu ,ale właśnie w tym znaczeniu o którym nigdy nie myśleliśmy…)

    Zmiany to taka lodowata szklanka wody, wylana Nam na twarz podczas głębokiego snu. Od Nas zależy jak to potraktujemy. Myślę, że jeden człowiek potraktuje to jako SZANSĘ, a ktoś inny  jako cios, stratę. Od Nas samych zależy jaki kierunek obierzemy.

    Życzę Wam, aby wszystkie zmiany w Waszym życiu- bez względu na to jak boleśnie wyglądają na pierwszy rzut oka, były kluczem.

    Kluczem do takich decyzji, które otworzą drzwi, do pełnego satysfakcji życia, gdzie odkryjecie na nowo siebie, swoje powołanie i zaczniecie realizować wreszcie SWOJE MARZENIA, u boku ludzi, których kochacie ze wzajemnością. Gdzie, nie bacząc na nic, będziecie kroczyć drogą prosto do celu, idąc za ciosem, jakim była ZMIANA.

    Dziękuję i pozdrawiam

Load More
Congratulations. You've reached the end of the internet.