in ,

POCZUCIE WINY vs SYSTEM RODZINNY

grafika cyfrowa

Tyle można by było napisać o tym świątecznym czasie i o przygotowaniach do niego. Każda z Nas mogłaby stworzyć niemały esej. Jesteśmy matkami, córkami, babkami, siostrami, pracownicami, szefami, aktywistkami, mentorkami, superbohaterkami, czyli prawdziwymi kobietami, które potrafią wykonywać 1000 rzeczy na raz i ciągle tkwią w poczuciu winy, że to za mało.

Ile z Nas tak naprawdę potrafi się odprężyć i wypocząć? Ile z nas pozbawiona jest dławiącego poczucia winy, że okna nie umyte, firany nie wyprane, a dywany trzeba już od dawna wytrzepać? Ile z nas czuję się fatalnie, kiedy obrus nie jest wyprasowany należycie, a stół nie jest suto zastawiony? Która z nas tak naprawdę wypoczęła w te święta? Czy nie zauważyłyście ich absurdu i zatracenia umiaru? Szaleństwo przedświąteczne samo w sobie jest wykańczające, zakupoholizm sięga zenitu, kolejki w supermarketach są horrendalne, a ilość obdarowywanych osób nie ma końca.

Co nas tak napędza? Czy ta kolacja wymaga aż tak nadludzkiego wysiłku? Uporządkowania wszystkich przedmiotów, przestrzeni, zrobienia niebywałych zakupów, upieczenia najcudowniejszych ciast, zakupienia wyszukanych prezentów? Chodzimy jak po sznurku niewidzialnych macek, napędzane poczuciem winy, że odstajemy od ideału Matki Polki, która potrafi ogarnąć cały ten świąteczny chaos. Uwarunkowane od wczesnego dzieciństwa systemem wychowania, czy
tradycją, zapominamy, czym powinno być świętowanie.

Czy w tym wirze obowiązków zastanawiałyście się nad istotą tych świąt, na które czeka się cały rok? Czy nie jest nią czasem OBECNOŚĆ?

Czy nie jest istotą kto z kim spotyka się przy świątecznym stole i ile trudu i serca włożył w przygotowania? Czy za rok grono będzie takie samo? A może się powiększy… lub co gorsza kogoś zabraknie? Czy to nie jest najważniejsze, że możemy sobie spojrzeć głęboko w oczy i powiedzieć, jak bardzo jesteśmy dla siebie ważni? Zobaczyć w nich miłość i szczęście ze wspólnie dzielonej chwili.

Czy nie jest ważne, że możemy skonfrontować się z naszym systemem rodzinnym, wyczyścić zaszłości, oddać się wspólnej modlitwie, dobrym życzeniom, czy nawet niesnaskom, czy kłótniom? Czy nie jest istotą tych świąt, jak bardzo jesteśmy wtedy dla siebie nawzajem autentyczni? Czy nasze serca są w stanie rozumieć, uszy słuchać i usta mówić? Czy oczy widzą drugiego człowieka i są otwarte, aby go zobaczyć i zaakceptować z tym wszystkim z czym przyszedł? Czy istotą tych świąt nie jest BYCIE?

A co jak jest się samemu? Jak nie posiada się rodziny, przyjaciół, a bliscy są daleko? Jak jest się w nie swoim mieście, otoczonym nie swoimi ludźmi? Czy wtedy nie warto oddać się najpiękniejszej podróży wgłąb siebie? W mroki swojej duszy? Zajrzeć tam, wpuścić trochę światła. Tak ciężko nam wytrzymać samym ze sobą, a tym bardziej z drugim człowiekiem. Z rodzicami, rodziną, mężem, dziećmi, rodzeństwem, babcią, dziadkiem… Z tymi, których kochamy najbardziej. Tak ciężko jest nam nie chcieć ich zmieniać. Pozwolić pozostać w swoich nawykach. Zaakceptować to, jak każdy z nas się komunikuje z otoczeniem i zaakceptować sposób wyrażania siebie, tak inny od naszego. Czy nie byłoby nam łatwiej, gdyby nasza wewnętrza integralność była tak silna, że przebywanie w systemie rodzinnym, byłoby przyjemnością, a nie testem? Czy nie warto wykorzystać tych momentów, kiedy jest się z samym sobą na coraz lepsze poznawanie siebie? A tym bardziej tych momentów konfrontacji z innymi, na świadomą obserwację swoich reakcji i zachowań?

Ten rodzinny miks emocji, struktur, charakterów, ta kolorystyka zgromadzonych przy jednym stole istot, powinna być zjawiskiem godnym wnikliwej obserwacji, uwagi i zrozumienia, a tymczasem zdarza nam się wejść w tę strukturę, przywdziać na powrót dawną rolę i co gorsza, utożsamić się z nią. Pozwolić sobie na zbyt dobre jej odgrywanie, zapomnieć się… Czasem działa to na naszą korzyść, lecz często nie potrafimy ich pogodzić z obecnym stanem rzeczy i powstaje niespójność, która rodzi konflikty.

A gdyby tak wszystko co się wydarza w te święta okryć płaszczem wdzięczności i wpuścić światło świadomości? Przygotowania, sprzątanie, rodzinne zjazdy, obdarowywanie się prezentami. Czy przeżywanie danego momentu nie byłoby odczuwane zupełnie inaczej, jako niepowtarzalny akt twórczy, który zebrał te a nie inne istoty w tej a nie innej konstelacji, aby mogły doświadczać pełni bycia człowiekiem?

Ileż miłości płynie z serca do serca w te święta. Otulmy się nią, rozkoszujmy, zatopmy się w niej… I wypocznijmy. Dajmy sobie pozwolenie na to, by nie robić kompletnie nic… Pełne pozwolenie na „miękkość bycia”…
POCZUCIE WINY

Tyle można by było napisać o tym świątecznym czasie i o przygotowaniach do niego. Każda z Nas mogłaby stworzyć niemały esej. Jesteśmy matkami, córkami, babkami, siostrami, pracownicami, szefami, aktywistkami, mentorkami, superbohaterkami, czyli prawdziwymi kobietami, które potrafią wykonywać 1000 rzeczy na raz i ciągle tkwią w poczuciu winy, że to za mało.

Ile z Nas tak naprawdę potrafi się odprężyć i wypocząć? Ile z nas pozbawiona jest dławiącego poczucia winy, że okna nie umyte, firany nie wyprane, a dywany trzeba już od dawna wytrzepać? Ile z nas czuję się fatalnie, kiedy obrus nie jest wyprasowany należycie, a stół nie jest suto zastawiony? Która z nas tak naprawdę wypoczęła w te święta? Czy nie zauważyłyście ich absurdu i zatracenia umiaru? Szaleństwo przedświąteczne samo w sobie jest wykańczające, zakupoholizm sięga zenitu, kolejki w supermarketach są horrendalne, a ilość obdarowywanych osób nie ma końca.

Co nas tak napędza? Czy ta kolacja wymaga aż tak nadludzkiego wysiłku? Uporządkowania wszystkich przedmiotów, przestrzeni, zrobienia niebywałych zakupów, upieczenia najcudowniejszych ciast, zakupienia wyszukanych prezentów? Chodzimy jak po sznurku niewidzialnych macek, napędzane poczuciem winy, że odstajemy od ideału Matki Polki, która potrafi ogarnąć cały ten świąteczny chaos. Uwarunkowane od wczesnego dzieciństwa systemem wychowania, czy
tradycją, zapominamy, czym powinno być świętowanie.

Czy w tym wirze obowiązków zastanawiałyście się nad istotą tych świąt, na które czeka się cały rok? Czy nie jest nią czasem OBECNOŚĆ?

Czy nie jest istotą kto z kim spotyka się przy świątecznym stole i ile trudu i serca włożył w przygotowania? Czy za rok grono będzie takie samo? A może się powiększy… lub co gorsza kogoś zabraknie? Czy to nie jest najważniejsze, że możemy sobie spojrzeć głęboko w oczy i powiedzieć, jak bardzo jesteśmy dla siebie ważni? Zobaczyć w nich miłość i szczęście ze wspólnie dzielonej chwili.

Czy nie jest ważne, że możemy skonfrontować się z naszym systemem rodzinnym, wyczyścić zaszłości, oddać się wspólnej modlitwie, dobrym życzeniom, czy nawet niesnaskom, czy kłótniom? Czy nie jest istotą tych świąt, jak bardzo jesteśmy wtedy dla siebie nawzajem autentyczni? Czy nasze serca są w stanie rozumieć, uszy słuchać i usta mówić? Czy oczy widzą drugiego człowieka i są otwarte, aby go zobaczyć i zaakceptować z tym wszystkim z czym przyszedł? Czy istotą tych świąt nie jest BYCIE?

A co jak jest się samemu? Jak nie posiada się rodziny, przyjaciół, a bliscy są daleko? Jak jest się w nie swoim mieście, otoczonym nie swoimi ludźmi? Czy wtedy nie warto oddać się najpiękniejszej podróży wgłąb siebie? W mroki swojej duszy? Zajrzeć tam, wpuścić trochę światła. Tak ciężko nam wytrzymać samym ze sobą, a tym bardziej z drugim człowiekiem. Z rodzicami, rodziną, mężem, dziećmi, rodzeństwem, babcią, dziadkiem… Z tymi, których kochamy najbardziej. Tak ciężko jest nam nie chcieć ich zmieniać. Pozwolić pozostać w swoich nawykach. Zaakceptować to, jak każdy z nas się komunikuje z otoczeniem i zaakceptować sposób wyrażania siebie, tak inny od naszego. Czy nie byłoby nam łatwiej, gdyby nasza wewnętrza integralność była tak silna, że przebywanie w systemie rodzinnym, byłoby przyjemnością, a nie testem? Czy nie warto wykorzystać tych momentów, kiedy jest się z samym sobą na coraz lepsze poznawanie siebie? A tym bardziej tych momentów konfrontacji z innymi, na świadomą obserwację swoich reakcji i zachowań?

Ten rodzinny miks emocji, struktur, charakterów, ta kolorystyka zgromadzonych przy jednym stole istot, powinna być zjawiskiem godnym wnikliwej obserwacji, uwagi i zrozumienia, a tymczasem zdarza nam się wejść w tę strukturę, przywdziać na powrót dawną rolę i co gorsza, utożsamić się z nią. Pozwolić sobie na zbyt dobre jej odgrywanie, zapomnieć się… Czasem działa to na naszą korzyść, lecz często nie potrafimy ich pogodzić z obecnym stanem rzeczy i powstaje niespójność, która rodzi konflikty.

A gdyby tak wszystko co się wydarza w te święta okryć płaszczem wdzięczności i wpuścić światło świadomości? Przygotowania, sprzątanie, rodzinne zjazdy, obdarowywanie się prezentami. Czy przeżywanie danego momentu nie byłoby odczuwane zupełnie inaczej, jako niepowtarzalny akt twórczy, który zebrał te a nie inne istoty w tej a nie innej konstelacji, aby mogły doświadczać pełni bycia człowiekiem?

Ileż miłości płynie z serca do serca w te święta. Otulmy się nią, rozkoszujmy, zatopmy się w niej… I wypocznijmy. Dajmy sobie pozwolenie na to, by nie robić kompletnie nic… Pełne pozwolenie na „miękkość bycia”…

Tego Wam i sobie z serca życzę!

Jaga

Republika Długich Spódnic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scenariusze spod choinki – o rolach w rodzinie dysfunkcyjnej

Zaopiekuj się sobą – siła samowspółczucia