in

Samotność w tłumie, czyli o zdrowym byciu wśród ludzi

Każdy człowiek jest bytem osobowym, posiadającym własną, unikalną indywidualność. Efektem osobowego charakteru człowieka, jest wynikająca z niego odpowiedzialność. Człowiek jest wolnością i w tej wolności decyduje o rozwijaniu swojego indywidualnego potencjału. Jednak wolność i odpowiedzialność jest również ciężarem, z którym nie każdy człowiek potrafi się skonfrontować. Jak natomiast można tego ciężaru uniknąć? Na przykład poprzez zniknięcie w masie innych ludzi, zdecydować się na samotność w tłumie. Niestety takie zniknięcie, choć komfortowe i wygodne, niesie ze sobą szereg negatywnych skutków. Jakich? Zapraszam do lektury.

Dlaczego większość podąża za tłumem?

Co sprawia, że część ludzi, mimo wolności, którą posiada, wybiera nieustanne dostosowywanie się do tłumu? Ponieważ tłum nie posiada osobowego charakteru, więc nie posiada też odpowiedzialności. W rzeczywistości nie istnieje coś takiego jak wina zbiorowa, gdyż tylko pojedynczy człowiek ma osobowość, więc tylko pojedynczy człowiek może czuć się winny. Ci, którzy obwiniają o coś cały tłum, tylko ułatwiają sobie wyjaśnienie danej sprawy. Zbiorowość, sama w sobie, nie może być odpowiedzialna. Tylko pojedynczy człowiek z tej zbiorowości jest indywidualnie odpowiedzialny za każde swoje działanie.

Część ludzi wybiera jednak życie w tłumie, gdyż obawia się tej właśnie odpowiedzialności. Niektórzy mówią nawet, że chcą „zniknąć w masie”, ukryć się w tłumie i być niewidocznym. Samotność w tłumie, choć bywa trudna, daje pewne poczucie ulgi. Niestety tego rodzaju ulga często jest śmiercionośna, gdyż zabija indywidualność człowieka.

Tłum nie potrzebuje unikalnej osobowości, gdyż przypomina ona o ciężarze wolności i odpowiedzialności, którego tłum tak bardzo chce uniknąć. Musi więc wszystkich zrównać i wymusić, aby każda osobowość zatraciła siebie w upodabnianiu się do reszty.

W tłumie lub inaczej w masie, żadna ludzka osobowość nie może zatem wzrastać i się rozwijać. Czy to oznacza, że człowiek, aby doświadczać swojego indywidualnego potencjału, musi odwrócić się od ludzi? Być może na chwilę tak, ale z pewnością nie na dłuższy czas. Człowiek bowiem potrzebuje drugiego człowieka, aby móc się dopełnić i stać się w pełni osobą. Nie potrzebuje jednak tłumu, tylko społecznej wspólnoty, nastawionej na osobowy charakter człowieka.

Tworząc i budując tego rodzaju wspólnotę, w człowieku zaczyna pojawiać się naturalna potrzeba braterstwa. Potrzeba pomagania sobie we wzajemnym, indywidualnym wzrastaniu i docenianiu tej indywidualności. W tłumie natomiast potrzeba braterstwa wyrodnieje i zamienia się w zwykły instynkt stadny.

Samotność w tłumie jako źródło fanatyzmu

Człowiek, który przez całe życie pozostawał pozbawiony poczucia wspólnoty, może łatwo przyjąć postawę fanatyczną. Silna potrzeba bliskości i poczucia wyjątkowości może sprawić, że zrezygnuje z własnego myślenia i przyjmie zestaw gotowych przemyśleń innych ludzi. Fanatyk nie posiada bowiem własnej opinii – jego opinie reprezentuje dana opinia publiczna. Dlatego też ludźmi o skłonnościach fanatycznych tak łatwo jest zawładnąć. Podobno Hitler, podczas jednego z posiłków przy stole, krzyknął pewnego razu: „Co za szczęście dla rządzących, że ludzie nie myślą!”.

Z tego właśnie wynika tak wysoka skuteczność polityki fanatyzmu. Dehumanizuje ona człowieka, obdziera go z jego wolności. Jednocześnie daje pewne poczucie ulgi, którego ten człowiek tak bardzo pragnie. Ulgi związanej z pozbyciem się osobistej odpowiedzialności i przyjęcia złudnej odpowiedzialności zbiorowej. Ulgi, jaką może dawać bycie w jakiejkolwiek grupie.

Niestety polityka fanatyzmu bywa również z powodzeniem wykorzystywana w różnych grupach rozwoju osobistego. Pod ładnie brzmiącymi hasłami na temat odkrywania własnego potencjału, kryje się podsuwanie gotowych poglądów. Stojący na czele takich grup (pseudo?) trener, buduje silny autorytet i daje ludziom nadzieję na łatwą i szybką zmianę całego życia. Daje możliwość zrzucenia własnej odpowiedzialności i przejęcia przekonujących poglądów „eksperta”.

Paradoksalnie to, co powinno wspomagać rozwijanie indywidualnego potencjału, dusi go, gdyż pozbawia samodzielnego, twórczego myślenia. Musi pozbawiać, gdyż ten, kto myśli samodzielnie, jest niebezpieczny. Może publicznie skrytykować „eksperta” i narazić go na utratę autorytetu.

Psychiczna epidemia współczesnych czasów

Wydaje się, że podążanie za tłumem, dostosowywanie się do mas, to psychiczna epidemia współczesnych czasów. Ciągły pośpiech oraz potrzeba szybkich i łatwych rozwiązań sprzyjają bezmyślnemu przyjmowaniu gotowych odpowiedzi. Dlatego też tym bardziej człowiek potrzebuje tworzyć i rozwijać społeczne wspólnoty, akceptujące odmienność i osobową indywidualność.

Samo krytykowanie mas i odwrócenie się od podążania za tłumem nie wystarczy. Człowiek potrzebuje drugiego człowieka, aby w pełni stawać się osobą. Potrzebuje przeżywać swoje uczucia i emocje w kontakcie z drugim człowiekiem, gdyż tylko wtedy prawdziwie w tym przeżywaniu wzrasta.

Dlatego też warto, myśląc o własnych grupach i społecznościach, spróbować szczerze ocenić, w jakim stopniu doceniają one naszą indywidualność, a jak bardzo starają się ją zdusić. W jakim stopniu samotność w tłumie wynika z braku akceptacji ze strony innych, a jak bardzo z naszego strachu przed otwartością.

Uświadomienie sobie, że poświęca się mnóstwo czasu na życie w grupie, która nie jest wspólnotą i nie akceptuje tego, co w nas prawdziwe, może być jednocześnie trudne i uwalniające. Trudne, bo możemy poczuć się jeszcze bardziej samotni. Uwalniające, gdyż możemy zrozumieć, że nie musimy poświęcać czasu tym, którym tak naprawdę nie chcemy go poświęcać.

Może się wydawać, że coraz trudniej znaleźć ludzi, gotowych tworzyć społeczne wspólnoty. Cóż innego pozostaje jednak człowiekowi, pragnącemu wzrastać i prawdziwie przeżywać siebie w kontakcie z drugim człowiekiem? Tego rodzaju wspólnoty mogą funkcjonować w różnego rodzaju grupach: w rodzinie, w gronie przyjaciół czy nawet w zespole pracowników. Brzmi idealistycznie, ale czy życie nie polega właśnie na – jak pisał Carl Rogers – nieustannym dążeniu od JA realnego do JA idealnego? (Zobacz: Nie wiesz kim jesteś?).

Bardzo możliwe, że ludzi, zduszonych i zmęczonych ciągłym podążaniem za tłumem, jest dużo więcej, niż nam się pozornie wydaje. Możliwe też jednak, że nie każdy potrafi otwarcie o tym zduszeniu i zmęczeniu mówić. Może będąc tymi, którzy zaczną szczerze i otwarcie doceniać indywidualność innych ludzi, przyczynimy się do odradzania tak potrzebnego we współczesnym świecie braterstwa?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładny wygląd = wysokie poczucie własnej wartości?

Rekonstrukcja miłości, czyli terapia pary