in

Jak porzuciłem swój perfekcjonizm?

Przez wiele lat byłem perfekcjonistą. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik i nawet stworzenie strony musiało być idealne.

Budując nie jedną stronę, często siedziałem sfrustrowany tworząc kolejną wersję, ponieważ przeszkadzały mi jakieś szczegóły, nawet jeśli inni odbierali moje postępy jako naprawdę dobre.

Zdarzało się, że niektóre projekty właśnie z tego powodu porzucałem. Z czasem zrozumiałem, że wynika to z mojego niskiego poczucia wartości tego co tworzę i przekonania, że jak mam coś zrobić, to muszę zrobić to doskonale, zanim wypuszczę to dalej.

Jednak ta strategia oprócz frustracji nie przynosiła niczego korzystnego, chciałem doskonałości, ale w tym świecie nie da się jej osiągnąć, a przynajmniej nie doskonałości uniwersalnej dla każdego. W końcu każdy postrzega doskonałość inaczej i nigdy nie będę wstanie dopasować się do wizji każdego. W taki właśnie sposób, zacząłem podważać moje przekonania i powoli stawiać kroki ku swobodnemu i mniej frustrującemu tworzeniu.

Aby skuteczniej zacząć porzucać perfekcjonizm, warto uświadomić sobie, że w życiu będziemy doświadczać błędów i wcale nie jest to porażką.

Drugą rzeczą, jaką warto sobie uświadomić, to fakt, że stawianie zbyt dużych i zbyt szybkich kroków szybko może doprowadzić Cię do wypalenia i spowodować szkody na Twojej pewności siebie. W końcu nie ma nic skuteczniejszego w niszczeniu pewności siebie niż wieczne niekończenie swoich celów i niedocenianie tego, co tworzysz.

Kolejną kwestią jest to, że niezależnie, do czego dążysz, nie musi być to na początku idealnym odzwierciedleniem Twojej wizji.

Stawiaj małe kroki, popełniając błędy i poprawiając je na bieżąco, a pewnego dnia zobaczysz, że jesteś u swojego celu, a nawet nie wiesz, kiedy tam dotarłeś.

I ostatnią kwestią jest to, żebyś miał świadomość o tym, że sam cel nie jest tak ważny, jak droga do niego.

Popełnianie błędów na drodze

Wielokrotnie popełniałem błędy, wyciągałem wnioski i szedłem dalej przez życie bogatszy o nowe doświadczenie i wiedzę. Tak właśnie powstał mój portal Żyj świadomie, który ma na Facebooku już ponad 80 tysięcy zaangażowanych fanów. Na początku nie wiedziałem jak coś takiego zbudować, więc próbowałem różnych sposobów, pisząc jako profil Żyj świadomie w innych miejscach na Facebooku, później wielokrotnie zmieniając adres, ze względu na błędy w pozycjonowaniu i wynikające z tego problemu i zmieniałem skrypty, aby dotrzeć do mojej wizji.

Dzięki temu wiele nauczyłem się nie tylko o ludziach, ale również o sobie, swoim postrzeganiu i tym jak skutecznie budować ciekawą społeczność. Kilka razy próbowałem otworzyć portal społecznościowy o tematyce rozwojowej, za każdym razem osiągając coraz lepsze wyniki i przygotowując się do następnego razu lepiej.

Czemu warto stawiać małe kroki?

Stawiając zbyt duże kroki, nie zauważysz tego, co powstaje pomiędzy. Niektórzy twierdzą, że lepiej zrobić jeden duży krok, bo dwoma małymi nie pokonamy przepaści. Z mojego doświadczenia stwierdzam, że może to być szkodliwe.

Małe kroki każdego dnia pozwalają nam przybliżyć się do celu i tworzą silny fundament, który pozwoli nam utrzymać się na drodze. Wielokrotnie stawiałem duże kroki, bardzo szybko czując się wypalonym, bo nie starczało mi energii, ze względu na zwiększone napięcie. Oczywiście znajdą się ludzie, którym się uda, ale ilu z was może powiedzieć, że udało się osiągnąć każdy zamierzony cel tylko ze względu na silną wolę?

Kiedyś trenowałem 6 dni w tygodniu, przez jakieś 2 lata osiągając przy tym dla mnie naprawdę zadowalające wyniki, jednak pewnego dnia wyjechałem, a tam zmieniając otoczenie porzuciłem treningi. Spędziłem tam pół roku, po powrocie nie potrafiłem już do nich wrócić, sama myśl, że będę musiał spędzać znowu godzinę dziennie na treningu prawie przez tydzień nie była zbyt motywująca, nie mówiąc już o myśli dotyczącej powrócenia do poprzedniej formy.

Jednak uratowały mnie właśnie małe kroki, ponieważ przypomniały mi jak bardzo lubię to uczucie po ćwiczeniach. Samo to uczucie było nagrodą, która pozwoliła mi znowu cieszyć się samą podróżą.

Podobnie było z książką. Sama myśl o tym, że planuję napisać kilkaset stron książki nie bardzo mnie motywowało, tym bardziej, że nie paliło mi się do pisania. Mimo to gdzieś w głębi czułem, że chce to zrobić i tak też rozpocząłem drogę małymi krokami, codziennie pisząc kilka zdań. Niby nic, ale bardzo szybko okazało się, że piszę codziennie i sprawia mi to nawet przyjemność, co zaczęło motywować mnie do dalszego pisania.

Czasem chcemy coś zrobić, ale sama myśl odrzuca nas od tego. Spróbuj postawić mały krok, dzięki czemu unikniesz wewnętrznej walki. A kto wie, może okaże się, że podoba Ci się to jeszcze bardziej niż sobie to wyobrażałeś i wszystko przyśpieszy?

Niepotrzebny ideał

Zapewne nie da się tego użyć w każdej sytuacji, ale pamiętaj, że wiele rzeczy na początku nie będzie idealnym odwzorowaniem Twojej wizji. Możesz oczywiście ciągle poprawiać i odwlekać wyjście z czymś do świata, ale może to spowodować, że ostatecznie porzucisz Twój cel.

Arthur Ashe powiedział kiedyś: „Zacznij tam gdzie jesteś, użyj tego co masz, zrób co możesz.”

Kiedy rozpoczynałem przygodę z portalem Żyj świadomie nie miałem nic, oprócz swoich doświadczeń i wiedzy na temat tworzenia prostych stron. Nie miałem pojęcia jak poprowadzić fan page, aby znaleźć fanów. Jednak założyłem go i wstawiłem pierwszy post. Później zauważyłem, że można pisać jako profil na innych stronach i tak zaczęło się rozwijać. Użyłem po prostu tego, co było pod ręką i co mogłem wykorzystać bez kosztów. Był to czas w moim życiu, w którym nie miałem nawet jak użyć płatnej promocji.

Podobnie było z książką. Przyznam, że nie jestem mistrzem stylistyki, ani gramatyki. Ale rozpocząłem pisanie książki i z każdą kolejną aktualizacją poprawiałem błędy, jakie widziałem i jakie pokazali mi inni.

I tu też dochodzi bonus. Świat będzie Cię wspierał w Twojej wizji, wcale nie jest taki wrogi, o ile nie odbierzesz pewnych rzeczy jako atak. W moim przypadku było to wytykanie moich błędów.

Cel, który stał się drogą.

Zanim powstało Żyj świadomie, pojawił się w mojej głowie inny projekt, niestety na tamten czas nie byłem wstanie go zrealizować, ze względu na zbyt ogromne koszta.

Mimo to próbowałem i dotąd zbieram dane, wyciągam wnioski i na swój sposób aktualizuje ten pomysł. Przyznam szczerze, że bardzo się cieszę z braku realizacji w tamtym czasie, ponieważ nie byłbym w stanie go poprowadzić bez tego doświadczenia co mam teraz.

Zrozumiałem, że sam cel nie jest tak ważny, jak droga która do niego prowadzi i która nas kształtuje. Daje nam konkretne doświadczenia.

W moim przypadku nauczyło mnie lepszej komunikacji z ludźmi i zrozumienia, że wypromowanie mojego pomysłu to jedno, a znalezienie aktywnych uczestników do czegoś takiego to drugie. Nauczyłem się również cierpliwości i tego, że pomysł nie zawsze idzie z gotowością na realizację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czy stres jest naprawdę taki zły?

Jak zwiększyć kreatywność i poziom energii – czyli drzemki w praktyce